Trzy osoby straciły życie w niedzielę w rzekach na Śląsku Cieszyńskim – poinformował w poniedziałek rzecznik powiatowej policji w Cieszynie asp. Krzysztof Pawlik. Po ostatnich ulewach prądy rzek są silne, a brzegi podmoknięte. Policjant zaapelował o rozwagę.
Pawlik poinformował, że do pierwszej tragedii doszło w Koniakowie. Tam w korycie potoku Rastoka znaleziono zwłoki 42-letniego mieszkańca tej miejscowości, który z domu wyszedł dzień wcześniej. Prokurator zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok. Wstępnie wykluczono, aby śmierć mężczyzny mogła być skutkiem przestępstwa.
W Ustroniu utonął 62-letni mieszkaniec Jastrzębia Zdroju.
Podczas spaceru postanowił przejść przez próg rzeczny. Towarzysząca mu 76-letnia kobieta ostrzegała go i prosiła, żeby nie wchodził do rzeki, ponieważ nurt był bardzo silny. Niestety, mężczyzna wszedł do wody, gdzie natychmiast został porwany przez prąd rzeczny i "wciągnięty" pod wodospad. 62-latka z wody wyciągnęli strażacy. Niestety, pomimo długiej reanimacji nie udało się go uratować.”
poinformował Pawlik
Trzecią ofiarą była 30-latka z Jastrzębia Zdroju, która ze znajomymi wypoczywała nad rzeką w Drogomyślu.
Na brzegu kobieta zauważyła piłkę unoszącą się na wodzie. Postanowiła ją wyciągnąć i weszła na próg wodny. Również w tym wypadku została wciągnięta przez nurt rzeki. Jej 29-letni partner, wołając o pomoc, wskoczył do wody na ratunek. Prąd był jednak zbyt silny, aby mógł dopłynąć z pomocą. Kobietę kilkaset metrów dalej wyciągnął z wody mieszkaniec Ochab. Nie udało się jej uratować.”
podał policjant
Pawlik przypomniał, że policjanci od kilku lat podczas akcji "Kręci mnie bezpieczeństwo nad wodą" zwracają uwagę na zagrożenia, jakie mogą się pojawić podczas kąpieli i promują odpowiedzialne postawy wypoczywających w wodzie i nad nią. "Dlatego i tym razem, opisując tragiczne wydarzenia, zwracamy uwagę, jak niebezpieczna może być woda, szczególnie w rzekach po intensywnych odpadach deszczu. (...) Nie bagatelizujmy podstawowych zasad bezpieczeństwa. Nikt lepiej nie zadba o to od nas samych" – mówi Pawlik. (PAP)