W sobotnie późne popołudnie Piast Gliwice gościł u siebie piłkarzy Śląska Wrocław. Mimo że mistrzowie Polski mieli wiele świetnych okazji, dostali srogie lanie od rywali.
W pierwszej połowie Piast Gliwice mógł prowadzić nawet 4:0. Najpierw Parzyszek trafił w poprzeczkę. W 21. minucie Konczkowski zmarnował stuprocentową okazję ,gdy sam na sam stanął z bramkarzem Śląska. Zespół gości dwukrotnie uratował Wojciech Golla, broniąc piłki na linii bramkowej. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy swoje szanse mieli Parzyzek i Hateley. Jednak tego dnia nic nie chciało wpaść do bramki pilnowanej przez Putnockiego.
Trudno stwierdzić, czy to zbyt duża pewność siebie lub może brak w wiary w siebie spowodowały, że w drugiej części spotkania obraz gry uległ całkowitej zmianie. Piast Gliwice aż do 70. minuty nie potrafił stworzyć zagrożenia pod bramką Śląska Wrocław. Zaś goście w tym czasie otworzyli wynik meczu. W 52. minucie Tomas Huk dotknął piłki ręką w swoim polu karnym. Sędzia po wideoweryfikacji podyktował rzut karny dla Śląska. Jedenastkę wykorzystał Robert Pich.
CZYTAJ TAKŻE Kibic spadł z trybun
Kolejna bramka wpadła w 76. minucie. Labojko od niechcenia uderzył z ok. 30 metrów. Piłka dziwacznie odbijała się od murawy, aż wreszcie przeleciała przez ręce Franciska Placha. Taka "szmata" zmniejszyłaby morale każdej drużyny. Dlatego 10 minut później defensywa Piasta pozwoliła się rozbroić w swoim polu karnym, co wykorzystał Płacheta.
Piast Gliwice drugi raz z rzędu przegrał 0:3. Śląsk Wrocław aktualnie jest liderem tabeli. Natomiast mistrz Polski może spaść na 6. pozycję.
Fot. PAP