Jeśli wynagrodzenie minimalne zgodnie z zapowiedziami będzie na poziomie 4000 zł, a nie zmieni się inne prawo, to większość dłużników może czuć się bezpiecznie.
Rząd zapowiada wzrost płacy minimalnej. Oznaczałoby to wypłatę na rękę w wysokości ok. 2850 zł. Jest to o ponad 1000 zł większe wynagrodzenie niż aktualnie. Z jednej strony polepszy to dochód osób z pensją minimalną, z drugiej budzi kontrowersje u ekonomistów.
Jeśli kwota zostanie zwiększona bez zmian w kodeksie pracy, to problem będą mieli też wierzyciele. Komornicy nie będą mogli wyegzekwować długu od osoby zarabiającej najniższa krajową. Zgodnie z kodeksem pracy:
art. 87 1 § 1. Wolna od potrąceń jest kwota wynagrodzenia za pracę w wysokości:
1) minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalanego na podstawie odrębnych przepisów, przysługującego pracownikom zatrudnionym w pełnym wymiarze czasu pracy, po odliczeniu składek na ubezpieczenia społeczne, zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych
Jeśli wraz ze wzrostem wynagrodzenia minimalnego, zabraknie zmian w powyższych zapisach komornik jest bezradny. Zakładając, że w rodzinie są dwie osoby zarabiające „minimalne krajowe” to tworzy nam się suma niecałych 6000 zł. Dodajmy do tego świadczenie 500+ i już robi się całkiem niezła sumka jak na „minimalne” standardy – suma, która jest nietykalna dla komornika.
Ten absurdalny przykład pokazuje, że do zmian w prawie trzeba podchodzić kompleksowo. Zmiana jednego zapisu, może powodować dziury w istniejącym już prawie.