Wierzyliśmy, ale wiara to ma do siebie, że często bazuje na totalnej abstrakcji. Polska odpadła z Euro. Zdobyliśmy tylko 1 punkt. W każdym meczu nasza reprezentacja nie potrafiła zagrać dobrze przez pełne 90 minut.
Oczywiście "wielcy znawcy" futbolu z świata polskiego dziennikarstwa, którzy cieszyli się z zatrudnienia Paolu Sousy, teraz krytykują go i wytykają błędy. Ale co z tego, że nawet Smuda na Euro 2012 zdobył więcej punktów w fazie grupowej? Sousa musi zostać, bo to jedyna nadzieja dla naszej reprezentacji.
Portugalczyk, który pełni funkcję selekcjonera reprezentacji Polski, popełnił tylko dwa błędy. Jakie?
Po pierwsze, zgodził się na objęcie reprezentacji Polski na pół roku przed turniejem. Jeżeli faktycznie marzył o takiej pracy, powinien powiedzieć Zbigniewowi Bońkowi "okej, ale po turnieju". Sousa miał tylko dwa zgrupowania - jedno w okresie meczów eliminacyjnych do mundialu, drugie na Euro. Trudno zmienić cokolwiek w tak krótkim czasie.
Po drugie, Paulo Sousa nie zna Polski i polskich piłkarzy. Naiwnie myślał, że spotka się z zawodnikami, którzy charakteryzują się inteligencją na boisku, wiedzą taktyczną itd. Szczerze? Mamy tylko kilku takich piłkarzy. Z pozostałymi trzeba ciężko i długo popracować, aby uzyskać jakikolwiek efekt. A dwa zgrupowania to po prostu za mało.
Widać, że Portugalczyk chce stworzyć nowoczesną drużynę, która gra pięknie i skutecznie. Nowa taktyka oraz stawianie na młodszych (Kacper Kozłowski to prawdziwe odkrycie). W tym wszystkim jest potencja, co udowodnił mecz z Hiszpanią, czy też druga połowa ze Szwecją. Brakowało jedynie czasu. Gdyby taki Sousa pojawił się tuż po Mistrzostwach Świata w 2018 roku, to zapewne dzisiaj czekalibyśmy na kolejny mecz biało-czerwonych na Euro.
Dlatego musi zostać. Jest jeszcze szansa na wywalczenie awansu na mundial w Katarze. Nasza reprezentacja prędzej czy później w końcu zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Czeka na nas także kolejna zmiana pokoleniowa. Glik swoje lata ma. Lewandowski też prędzej czy później powie "dziękuję, kończę z reprezentacją". Potrzebujemy selekcjonera, który nie boi się młodzieży i potrafi zmotywować takiego Kozłowskiego do gry z największymi rywalami.