Pan Torpeda, czyli Natan Gajk zachorował na nowotwór jako czterolatek. Następne 3 lata spędził w szpitalu. Jego ciocia, Marta Witecka, skupiła wokół niego wszystkich: internautów, ludzi dobrej woli, celebrytów, polityków.
W 2018 roku w listopadzie Natanek zachorował na neuroblastomę. To nowotwór, który rozwija się w części układu nerwowego. Zaatakowany był już cały organizm. Guz w brzuchu miał 10 cm. Przerzuty do węzłów chłonnych, do szpiku, do kości. Chłopiec dostał 5-10% szans na przeżycie następnych pięciu lat. Następnie przeszedł długie leczenie: chemio- i radioterapie, operacje, przeszczepy szpiku, terapię MIBG i inne. Aż wykorzystano wszystkie dostępne metody.
W styczniu ciocia Natanka rozpoczęła zbiórkę. Nie na leczenie, ale na godne pożegnanie. - Moi drodzy, tu nie chodzi też o wsparcie na tu i teraz. Napiszę teraz coś bardzo ciężkiego. Państwa pomoc pozwoli na godne pożegnanie Go. Na zorganizowanie uroczystości pogrzebowych. Ja wiem, że ciężko się to czyta - pisała wówczas jego ciocia.
Od tego czasu Natanek brał udział w wielu wydarzeniach, żeby umilić mu ostatnie tygodnie życia. Dostał to co najlepsze i na co zasługuje chłopiec, który powinien cieszyć się życiem.
Kilka dni temu trafił do hospicjum. W niedzielę, 10 kwietnia ciocia Natanka poinformowała, że Pan Torpeda zmarł.
- Przyszedł TEN dzień… W ostatniej ziemskiej drodze, kroczyliśmy za Tobą, by zachować obraz Twojej twarzy. Tak cicho, bez słowa pożegnania poleciałeś... Umarł kawałek mojego serca Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości, jak Ty - pożegnała go ciocia.
Miał siedem lat.