Król ucieczek i złodziei z okresu PRL-u! Mieszkał w Gliwicach i tam też odsiadywał wyroki. Kilkukrotnie udało mu się uciec z więzienia. Jedna historia jest na tyle nieprawdopodobna, że mogłaby znaleźć się w świetnym filmie akcji prosto z Hollywood.
Film "Najmro" był już gotowy w 2020 roku, ale z powodu pandemii premiera została przesunięta ostatecznie na 17 września 2021 roku. Teraz produkcja wyreżyserowana przez Mateusza Rakowicza trafiła na platformę Netflix i podbija serca wszystkich Polaków. Fabuła "Najmro" inspirowana jest życiorysem Zbigniewa Najmrodzkiego, czyli króla ucieczek. 29 razy wymykał się pościgom, uciekał z konwojów lub zakładów penitencjarnych.
Najmrodzki szmuglował, kradł samochody. Okradał również Pewexy. W 1975 roku po wojsku trafił do Gliwic, gdzie pracował w warsztacie samochodowym. Dwa lata później ożenił się i osiadł na stałe w tym jednym z największych śląskich miast.
W tym samym okresie został skazany po raz pierwszy. Wyrok 1,5 roku więzienia za pobicie milicjanta odbywał w Gliwicach. Wtedy też po raz pierwszy w życiu uciekł. Jechał pociągiem z innymi więźniami do Warszawy na proces jednego z aresztantów. Podczas podróży wykorzystał to, że strażnicy upili się alkoholem. Sam kupił im kilka piw w kolejowym Warsie. Kiedy strażnicy zasnęli, Najmrodzki wyskoczył przez.... okno pociągu. Wrócił do Gliwic, gdzie ukrywał się przed PRL-owskim wymiarem sprawiedliwości.
Nie porzucił kariery "przestępcy". Osłaniał konwoje ze szmuglowaną odzieżą, które wjeżdżały do Polski. Był świetnym kierowcą, co pomagało wy odwracaniu uwagi milicji. Stworzył własną grupę, która okradała Pewexy, a towar sprzedawała handlarzom na bazarach. Ludzie zaczęli go uwielbiać. Był uważany nawet za Robin Hooda. W filmie "Najmro" ukazano proces okradania Pewexów, przez ekipę Najmrodzkiego. Wykorzystywali do tego... plakaty ze słupów ogłoszeniowych. W witrynie sklepu wycinali dziurę, którą następnie zasłaniali od zewnątrz plakatem. Dzięki temu mogli przez całą noc spokojnie "pracować".
Najmrodzki często imprezował na Górnym Śląsku i Opolszczyźnie, ale działał na terenie całego kraju. Ponownie został zatrzymany w 1980 roku i znów trafił do Gliwic. W tamtejszym areszcie jego koledzy przepiłowali kratę od okna, a on sam ponownie uciekł.
W latach 80-tych jego grupa zajmowała się kradzieżą Polonezów. W 1985 roku uciekł z... siedziby stołecznej komendy milicji. Obezwładnił jednego z funkcjonariuszy, rozkuł się i wyszedł z budynku podając się za milicjanta. W 1989 roku znów uciekł z gliwickiego więzienia. Jego kompanii przygotowali podkop. Najmrodzki podczas spaceru po prostu zapadł się pod ziemię. Jeszcze tego samego roku został ponownie zatrzymany. Tym razem usłyszał wyrok 27 lat więzienia. Już nie uciekł, ale w 1994 roku otrzymał amnestię od Lecha Wałęsy. Wyszedł na wolność. Obiecywał, że będzie żył uczciwie. 31 sierpnia 1995 roku zginął w wypadku samochodowym. Jak się okazało, pojazd był kradziony.