Sporting w Grazu zrobił wszystko, żeby Raków mógł zagrać na wiosnę w Lidze Konferencji. Ale Raków nie chciał tego zrobić. Mistrz Polski przegrał 0:4 z rezerwowym składem Atalanty i zajął ostatnie miejsce w grupie. Chociaż do przedłużenia przygody w Europie przez większość meczu wystarczyła... jedna bramka. Albo po prostu więcej spokoju w obronie, bo większość straconych goli nie powinno się wydarzyć.
Raków szanse na awans do fazy pucharowej Ligi Europy stracił już wcześniej, ale nadal mógł wierzyć w europejskie puchary na wiosnę. Trzecie miejsce w grupie gwarantowało awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji. Szybko okazało się, że do osiągnięcia tego celu wystarczyło strzelenie tylko lub aż jednej bramki.
Niestety już w pierwszej połowie medaliki dostały dwa mocne "gongi" od Atalanty, która grała w Sosnowcu w mocno rezerwowym składzie. Najpierw Luis Muriel z łatwością ograł obrońcę Rakowa i prostym strzałem pokonał Kovacevicia. Zaś w 26. minusie po sprytnym rozegraniu rzutu rożnego w polu karnym gospodarzy powstało olbrzymie zamieszanie, w którym piłkarze Rakowa pogubili się jak dzieci. To wykorzystał Bonfanti, który posłał piłkę do siatki.
Ale Raków chciał walczyć. W pierwszej połowie kilkukrotnie atakował bramkę włoskiej drużyny. Szansę tuż po stracie drugiego gola miał Zwoliński, ale nie trafił w piłkę w dogodnej sytuacji. Parę razy próbował Yeboah, ale też nie udało mu się znaleźć drogi do bramki Atalanty. Mistrzowi Polski zabrakło tego, czego brakowało w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i w pozostałych meczach Ligi Europy: skuteczności. Dowodem jest statystyka - zero celnych strzałów w pierwszych 45 minutach.
Niestety w drugiej połowie nie było lepiej. Wyglądało wszystko tak, jakby ogień w sercach piłkarzy Rakowa trochę przygasł. To Atalanta rozpoczęła ofensywie, jakby chciała udowodnić, że nawet w słabszej konfiguracji jest groźną drużyną.
Po 60 minutach wydawało się, że nie ma nadziei. Ale Sturm grał pod Raków. W tym samym czasie przegrywał ze Sportingiem 0:2. To oznaczało, że Raków może awansować nawet w przypadku porażki, ale musiał zrobić to, czego nie potrafił, czyli strzelić bramkę (wówczas liczyłaby się liczba zdobytych goli na wyjeździe, a w tym przypadku Raków miał lepszy wynik od Sturmu). Piłkarze medalików chyba o tym wiedzieli, bo nagle ruszyli do ataku.
W 69. minucie Zwoliński zmarnował kolejną świetną okazję. Po strzale głową nie trafił z bliskiej odległości w bramkę. Chwilę później Atalantę od straty gola uratował najpierw słupek, a później fenomenalna obrona bramkarza.
I stało się to... 73. minuta, kontra Atalanty. Raków grał ofensywie, więc z tyłu zostało tylko dwóch piłkarzy. Holm ruszył prawym skrzydłem i dograł w pole karne Rakowa po ziemi. Wydawało się, że Jean Carlos wybije piłkę, ale po kopnięciu futbolówki... nabił Muriela i piłka wpadła do bramki. Zrobiło się 0:3, ale w podobnym momencie Sturm Graz też stracił 3 gola, zatem Mistrzom Polski nadal wystarczyła tylko jedna bramka do awansu.
Raków próbował, ale albo piłkarze Dawida Szwargi nie potrafili trafić w światło bramki, ale ich strzały bronił bramkarz Atalanty. Trochę było to smutne, że Sporting w Grazu robił wszystko, żeby dać szansę Rakowi, ale mistrzowie Polski nie wiedzieli w jaki sposób kopnąć piłkę, żeby w ogóle poleciała do bramki.
Na koniec meczu już całkowicie przemeblowana Atalanta strzeliła sobie czwartego gola. Kolejna dramatyczna gra w obronie, kolejny prosty strzał trafił do siatki.
Raków przegrywa 0:4. Ekipa Dawida Szwargi nie wykorzystała historycznej szansy. Nie wykorzystała szansy, którą w Austrii stworzył Sporting. Raków nie wiedział, jak strzelać celnie i jak się bronić. I tym samym nie ma co się dziwić, że Rakowa nie zobaczymy na wiosnę w europejskich pucharach.
Raków zajmuje ostatnie miejsce w grupie. 1 zwycięstwo, 1 remis, 4 porażki. 3 zdobyte gole w 6 meczach, 10 straconych bramek.