Związki zawodowe działające przy PGG nie zgadzają się na cięcia wynagrodzeń górnikom o 20 procent, co pozwoliłoby Polskiej Grupie Górniczej skorzystać z pomocy rządowej. Chcą jak najszybciej poznać plan naprawczy dla polskiego górnictwa. Tyle, że może go... nie być. O ocenę sytuacji i pomysły na wyjście z kryzysu zapytaliśmy eksperta - doktora Dawida Piekarza z Instytutu Staszica.
Polska Grupa Górnicza zaproponowała cięcia wynagrodzeń o 20 procent - pozwoliłoby to skorzystać z pomocy rządowej. Według władz spółki i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina nie ma innego rozwiązania. Inne zdanie mają związki zawodowe w PGG. Kto ma rację w tym sporze?
W tej sytuacji ewidentnie racja jest po stronie zarządu. Z bardzo prostego powodu. Te 20 procent to jest to coś, co pozwala PGG skorzystać z pomocy rządu. Ponadto odczuwamy całą kumulację złych wydarzeń dla branży górniczej. Kryzys koronawirusowy nałożył się na kilka innych niekorzystnych elementów: ciepła zima spowodowała, że cała energetyka jest zawalona węglem, bo nie było po prostu zbytu. Gdy w 2015 roku zaczęto mówić o restrukturyzacji górnictwa, to zakładano, że nastąpią dla górnictwa lepsze czasy. UE coraz bardziej naciska na zmniejszenie wydobycia węgla w Europie - ocenia dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica,
- W górnictwie mamy dość specyficzną sytuację, bo tych związków jest dużo. I one często licytują się pomiędzy sobą. Natomiast gdybyśmy zapytali samych górników, czy wolą zarabiać 20 procent mniej i zachować miejsca pracy lub zdać się na niepewną przyszłość, to jestem pewny, że przeciętni pracownicy woleliby to pierwsze - dodaje.
Niektórzy górnicy cały czas dziwią się, że po obietnicach obozu rządzącego sprzed pięciu lat, rząd po prostu nie wyłoży kolejnych środków na ratowanie tego sektora. Jednak należy pamiętać o tym, że według umowy z Komisją Europejską, nasz kraj nie może tego zrobić - Rząd musi ratować gospodarkę. Nie może pomagać górnictwu bardziej niż pozostałym sektorom. Górnictwo musi się dostosować do reguł, które obowiązują wszystkich. Stąd musi ciąć koszta związane z wynagrodzeniem - komentuje dr Piekarz - Pamiętajmy, że Unia Europejska już raz pomogła polskiemu górnictwu. I inna pomoc z pieniędzy publicznych nie może być już udzielona - chyba, że na równych warunkach z innymi gałęziami gospodarki - ocenia.
Związkowcy wielokrotnie porównują PGG do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, gdzie według ich oceny zarabia się lepiej. Ponadto JSW nie zdecydowało się na tak drastyczne cięcia pensji.
- PGG jest w gorszej sytuacji niż JSW (...) To są dwie różne spółki. JSW posiada trochę inne złoża i węgle. Tam są surowce bardziej poszukiwane na rynku. PGG specjalizuje się głównie w węglu energetycznym. JSW przygotowało sobie pewien fundusz stabilizacyjny w dobrym okresie, do którego można sięgnąć. Ktoś może powiedzieć, dlaczego w jednej spółce górniczej jest lepiej, a w drugiej gorzej. Ale to jest tak jak np. w przypadku piekarni, która radzi sobie lepiej od pozostałych. To jest mechanizm rynkowy - analizuje dr Dawid Piekarz.
Kolejnym argumentem strony społecznej jest to, że władze spółki wielokrotnie mówiły o tym, że nie mają środków na podwyżki, ponieważ nie ma na tyle oszczędności. Możemy zatem stwierdzić, że zarząd PGG po prostu nie potrafił oszczędzać?
- Tutaj trzeba zaznaczyć, że tak mówią związkowcy, którzy w imieniu górników żądali podwyżek. Zwróćmy uwagę, że pod koniec 2019 roku było już wiadome, iż kryzys jest na horyzoncie, ale jednak trzeba było znaleźć pieniądze na barbórki, na 14-tki oraz 6-procentowe podwyżki. To logiczne, że tych oszczędności nie ma. Bo każda oszczędność, jaka pojawiła się, została skonsumowana przez wzrost płac. Dlatego związkowcy w tej kwestii powinni mieć trochę pretensje do siebie - twierdzi wiceprezes Instytutu Staszica.
Zaznacza również, że brak poduszki ochronnej na ten trudny czas jest spowodowany tym, iż presja oraz żądania górników zmusiły PGG do ratowania jak największej liczby kopalń - Nie traktujmy tego jako zarzutu wobec zarządu, bo teraz jesteśmy mądrzejsi po fakcie. Mogło być tak, iż PGG chciało za bardzo wszystko uratować. Inwestowano we wszystkie kopalnie, i te lepsze i te gorsze. Gdyby inwestowano w bardziej perspektywiczne złoża, np. w kopalnie ROW-u, to może dzisiaj ta sytuacja byłaby lepsza. Ale wiemy to po fakcie. Zarząd chciał ambitnie uratować jak najwięcej. A strona społeczna też chciała uratować jak najwięcej - komentuje dr Piekarz.
Czy możemy mówić o tym, że już w maju usłyszymy o upadku Polskiej Grupie Górniczej? To zależy wszystko od tego, czy strony w tym konflikcie dojdą do porozumienia.
PGG stoi na krawędzi niewypłacalności i to jest realne zagrożenie. Dlatego obie strony muszą do tego podejść z najwyższą uwagą. Dla PGG jest tak naprawdę jedno wyjście: oszczędności i wejście w tarczę antykryzysową. Oraz naprawienie kilku błędów z przeszłości, co może oznaczać zamknięcie kilku kopalń. To może uratować spółkę - podsumowuje dr Dawid Piekarz.