Za chwile minie osiem miesięcy od powołania nowej prezydentki Zabrza Agnieszki Rupniewskiej na stanowisko i umocowania jej przełożonych. Stanowisko objęte po jednej z najbardziej widowiskowych, a na pewno widocznych kampanii na Śląsku. I nie wiadomo co dziwniejsze, czy to że bój ten toczony był z taką zaciętością o miasto, które jest w fatalnej kondycji finansowej, czy to że stoczyły go z małym wyjątkiem tylko kobiety.
Zabrze należy do tych śląskich miast, w których dotychczasowa władza została obalona i zmieniła barwy. Podobnie jak w Chorzowie, tak i tu rozliczanie poprzedników jeszcze trwa, a im dalej w las tym wiadomo. Rozbijanie układów, wymiana nieskutecznych kadr, wdrażanie nowego pomysłu na miasto i kremacja kolejnych trupów jakie wypadają z szaf poprzedniczki. Miasto na czas tych zmian się nie zatrzymało, ba, zmaga się z problemem finansowania w przyszłości. Obecna władza próbuje się w tej sytuacji odnaleźć i wprowadza plan naprawczy, który w dłuższej perspektywie ma szansę wyprowadzić Zabrze na dobre tory, ale wymaga to jak w każdej dobrze działającej firmie dwóch czynników: obniżania kosztów funkcjonowania i zwiększania wpływów do budżetu, w tym wpływów uzyskanych ze środków wsparcia pochodzących z budżetu centralnego.
Taki mają klimat
Klimat do zarządzania słaby, wymaga w tym momencie głównie umiejętności zarządzania kryzysem. Takie uroki sprawowania władzy i podejmowania niepopularnych decyzji. Nie mniej, w mieście zamiast przysłowiowych rąk na pokład, zaczyna się zagęszczać atmosfera i nową władze w ogień krytyki próbuje postawić opozycja. Co warte odnotowania dziś ta opozycja zaczyna się krystalizować wśród zwolenników byłej władzy - Małgorzaty Mańki-Szulik, niedoszłej władzy Aliny Nowak, i współtworzącej władzy Kamila Żbikowskiego wspieranych lokalnymi mediami. Kiełkuje nawet pomysł organizacji referendum, który mocno propagowany jest w zabrzańskiej sferze social-mediowej. Leitmotiv bardzo popularny wśród przegranych, którzy swojej pracy na opozycji chcieliby nadać jakiś ważniejszy cel, czy nawet udowodnić, że wyborcy mogli się mylić. Historia utrąceń referendalnych na Śląsku dowodzi jednak, że potrzebne są co najmniej dwa spełnione warunki żeby było skuteczne: pierwszy powód - niezadowolenie mieszkańców, a drugi to brak zaufania lub jego utrata w związku z pierwszym powodem. Dodatkowo oba muszą dać wyraz jeszcze w ok. 12000 podpisach pod wnioskiem. Póki co ciężko szukać paliwa do takich ruchów, czas pokaże jak rozwinie się sytuacja.
Lokalne media
Sytuacja dęta jest w lokalnych mediach, które jak wszędzie wykazują pewne sympatie, czasami nawet nie mają większego wyboru. Toczą nawet między sobą batalie, czego przejawem jest tekst, który pojawił się na profilu serwisu Twojezabrze.pl. W telegraficznym skrócie, na tapet wzięty został Piotr Antczak, dziennikarz serwisu wzabrzu.pl, niedoszły radny, recenzent dzisiejszej władzy. Wcześniej jak wynika z tekstu recenzował w innym serwisie - Nowiny Zabrzańskie związanym ze środowiskiem Aliny Nowak. Autor zarzuca, m.in. że jego profil na Facebook`u powstał w dziwnych okolicznościach. Faktycznie w historii profilu można przeczytać, że w 2019 roku był to profil Gimnazjum nr 2 w Zabrzu, po czym zmienił nazwę na obecną - W Zabrzu. O jakich okolicznościach jest mowa w tekście? Pikantnych szczegółów jest tam więcej, udostępniamy poniżej. Ktoś może odpowie na inne pytanie - komu w Zabrzu zależy na dobru miasta, a kto dalej uprawia politykę na zgliszczach?