38-letnia kobieta zmarła podczas porodu. Powodem był krwotok, który nastąpił podczas cesarskiego cięcia. Osierociła trójkę dzieci. Rodzina postanowiła o całym zajściu zawiadomić prokuraturę.
"Wykonana sekcja zwłok wykazała, że w brzuchu zmarłej znajdowało się około dwa litry krwi. Źródłem krwotoku była uszkodzona podczas cesarskiego cięcia tętnica. Pani Katarzyna wykrwawiała się na łóżku szpitalnym przez blisko dwie godziny" - podaje TVN.
Roztrzęsiona rodzina nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Całą sprawę zgłoszono do prokuratury. Jakim sposobem lekarze nie zwrócili uwagi na objawy, które wskazywały krwotok wewnętrzny? Kto sprawował nadzór pooperacyjny?
Prokuratura podjęła śledztwo. Zbadano całą dokumentację medyczną i na jej podstawie stwierdzono, że stan Pani Katarzyny był bardzo dobry. Zatem pojawiły się spekulacje, że dokumenty są fałszywe.
"Sąd cywilny pierwszej i drugiej instancji postanowił, że szpital jest winny śmierci pani Katarzyny. Odpowiedzialność szpitala udało się udowodnić po sześciu latach od śmierci kobiety. Mimo tak poważnych wątpliwości, dotyczących dokumentacji medycznej, prokuratura dwukrotnie umorzyła postępowanie karne. Uznano, że nie ma dowodów na to, że personel działał nieprawidłowo. Nikomu nie postawiono zarzutów, nikt personalnie nie ponosi odpowiedzialności za śmierć 38-letniej kobiety" - informuje TVN.