Czy Jarosław Kaczyński zrozumiał, że streamy z posiedzeń Sejmu są hitami w Internecie i postanowił po 9 godzinach zrobić "dymy". Trudno to stwierdzić. Nagle, po wszystkim wykrzyczał z mównicy do Tuska, że jest "niemieckim agentem".
Zgodnie z przewidywaniami, rząd Mateusza Morawieckiego nie otrzymał od większości sejmowej wotum zaufania. Jeszcze w tym samym dniu grupa posłów przedstawiła kandydaturę Donalda Tuska na prezesa Rady Ministrów i tę propozycję przyjęła większością bezwzględną.
Po wyborze na mównicę wyszedł Donald Tusk, który podziękował za wybór oraz walkę w wyborach. Stwierdził, że Polska będzie też przyjaznym państwem dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Zapowiedział również swoje expose na wtorek.
Kiedy Tusk skończył przemawiać, Szymon Hołownia chciał zakończyć dzisiejsze obrady, ale posłowie nowej większości zaczęli śpiewać hymn państwowy. Wstali wszyscy, również posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Po hymnie na mównicę wyszedł nagle Jarosław Kaczyński.
Ostre wystąpienie Kaczyńskiego
Trudno ocenić, jaki cel miał Jarosław Kaczyński. Poprosić marszałka o głos, chociaż nie sprecyzował w jakim trybie. - Jest taki tryb, jak ktoś kogoś obraża - powiedział Kaczyński. Ale to nie wszystko.
- Nie wiem kim byli pana dziadkowie. Ale wiem jedno. Pan jest niemieckim agentem. Po prostu niemieckim agentem - powiedział Jarosław Kaczyński bezpośrednio do Donalda Tuska.
Potem politycy PiS-u zaczęli skandować "do Berlina".