Spadające jesienne liście to proces naturalny. Stanowi jednak spory problem, gdy jest ich za dużo. Miejskie spółki nie nadążają, a właściciele posesji mają za małe pojemniki na bio odpady.
Jest ich naprawdę sporo. Liście leżą n ulicy, chodniku i trawnikach. Choć spółki odpowiedzialne za oczyszczanie miast robią co mogą, to jest to syzyfowa praca. Każdego dnia przybywa ich coraz więcej. Jednak miasta powinny dbać, aby liście zostały uprzątnięte jak najprędzej.
Choć dodają uroku podczas tzw. „złotej jesieni”, to gdy spadnie deszcz nie będzie już tak urokliwie. Podczas opadów deszczu zabierane prądem wody do studzienek kanalizacyjnych je zatykają. Efektem będzie stojąca woda, zalewająca ulice.
Właściciele posesji, też nie mogą poradzić sobie z ilością liści. Do swojej dyspozycji mają 120 l kontenery na bio odpady. Jednak jak pokazuje życie – to stanowczo za mało, aby posprzątać wszystkie.
Kiedyś praktykowano palenie liści. Jednak jest to zabronione i grozi mandatem karnym.
Jego wysokość to od 20 zł do 500 zł w zależności od skali zjawiska i uciążliwości dla otoczenia.
Dodatkowo proceder zanieczyszcza powietrze i truje ludzi.
Co w takim razie zrobić z liśćmi? Mogą posłużyć do stworzenia kompostu, lub okrycia roślin przed mrozem. Jednak co z ludźmi, którzy chcą się ich całkowicie pozbyć. Aktualnie pojemność pojemników na to nie pozwala.