To był smutny przedświąteczny weekend na lodowisku Jantor. I to nie z powodu kolejnej przegranej drużyny z Janowa. Karierę zakończył Marek Pohl, który występował na polskich taflach przez 30 lat.
Marek Pohl dołączył do Naprzód Janów w 1989 roku w wieku 18 lat. Jednocześnie rozpoczął pracę w KWK Wieczorek, którą przerwał po kilku miesiącach - z powodu profesjonalnej kariery hokejowej. Po 8 latach przeszedł do GKS-u Katowice, głównie z powodu problemów zespołu z Janowa i jego upadku. Grał także w Unii Oświęcim. W 2004 roku powrócił do Janowa po reaktywacji klubu. Dołączył wtedy ponownie do KWK Wieczorek i od tego czasu łączył pracę górnika z treningami. 22 grudnia 2019 roku po raz ostatni wystąpił na tafli.
CZYTAJ TAKŻE Janów wyrzucony z lodowiska
W jego pożegnalnym meczu Naprzód przegrał z Cracovią 2:7. Ale nie to było najważniejsze. Liczyło się tylko pożegnanie legendy polskiego hokeja. Pohl w jednej piątce wystąpił równocześnie ze swoim 19-letnim synem. Hokeiści obu ekip utworzyli dla niego specjalny szpaler, a prezes Polskiego Hokeja wręczył Honorową Złotą Odznakę PZHL.
Marek Pohl, nazywany przez kolegów "Ernestem" z powodu zbieżności nazwisk z legendarnym piłkarzem Górnika Zabrze, w swojej karierze dwukrotnie był mistrzem Polski. W swoim dorobku ma również kilka miejsc na podium w najwyższej klasie rozgrywkowej.
fot. PZHL / Michał Chwieduk