GKS Katowice zawalczy o bezpośredni awans, a Piast Gliwice może zadecydować o tegorocznym mistrzostwie Polski

Górnik Zabrze - Puszcza Niepołomice

Śląskie kluby rozegrały przedostatnie kolejki w rozgrywkach Ekstraklasy, 1 Ligi oraz 2 Ligi i już tylko multiligowe spotkania dzielą nas od ostatecznych rozstrzygnięć. Jedyną niewiadomą pozostają ci, którzy mogą cieszyć się z awansu, choć patrząc na ich aktualną dyspozycję sprawa wydaje się być przesądzona.

Górnik Zabrze - Puszcza Niepołomice 1:1

Pierwszy mecz weekendu w piątkowy wieczór na stadionie im. Ernesta Pohla grał Górnik Zabrze goszczący na swoim obiekcie drużynę Puszczy Niepołomice, która na Śląsk przyjechała z nożem na gardle i oddechem walczącej o utrzymanie Korony Kielce na karku. Mecz od samego początku toczył się w środkowej części boiska, a obie drużyny konsekwentnie starały się zaskoczyć przeciwnika.

Pierwsze zaskoczenie przyszło w 19 minucie. Dani Pacheco wyprostowaną nogą zaatakował Wojciecha Hajdę, a sędzia Karol Arys ukarał Hiszpana czerwoną kartką, pozostawiając gospodarzy w osłabieniu. Pomimo utraty zawodnika Górnik nadal szukał luk, aż w 36 minucie Lukas Podolski perfekcyjnym podaniem znalazł Adriana Kapralika, który zgubił obrońców i strzelił pierwszego gola w spotkaniu. Kilka minut później Kapralik mógł podwyższyć na 2:0, ale niestety piłka minęła słupek.

Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak i pierwsza wyczuwaniem przeciwnika, ale bez większych efektów- Kapralik nie dał rady minąć bramkarza Puszczy, a Jakub Serafin uderzył niecelnie na bramkę gości. Wydawało się, że patowa sytuacja utrzyma się do końca spotkania.

Około 30 minut przed zakończeniem regulaminowego czasu gry kibice gospodarzy odpalili pirotechnikę, a natężenie dymu zrobiło się tak duże, że sędziowie przerwali grę, odsyłając zawodników do szatni.

Kiedy przejrzystość powietrza stała się już delikatnie lepsza, zawodnicy wrócili do gry. Dobre zmiany trenera Puszczy pozwoliły gościom na doprowadzenie w 79 minucie do remisu. Znakomite dośrodkowanie wykorzystał Jakub Bartosz.

Górnicy do samego końca próbowali uratować dwa punkty, ale nawet wyrównanie stanu zawodników na boisku nie wpłynęło w żaden sposób na wynik. Mecz zakończył się remisem.

Adrian Kapralik dał Górnikowi prowadzenie w 36 minucie
Fot. Jakub Szołdra-Laszczyk


Korona Kielce - Ruch Chorzów 2:0

Ruch Chorzów do Kielc pojechał bez żadnej presji, chcąc jak najlepiej pożegnać się z ligą tak, jak zrobił to w trzech ostatnich meczach.

Korona już od pierwszego gwizdka była przytłoczona presją walki o być albo nie być w najwyższej klasie rozgrywkowej. Presja minęła po około kwadransie gry, a Ruch sam stwarzał sobie problemy tracąc piłki, które następnie mijały niebezpiecznie blisko bramkę Niebieskich.

Im dalej w mecz, tym Korona stawała się coraz pewniejsza. Najpierw Dante Stipica uratował wynik Ruchu w interwencji sam na sam, a następnie belg Remacle był bliski otwarcia wyniku dla Korony Kielce. Pierwszego gola w 42 minucie strzelili Niebiescy, niestety była to bramka samobójcza. Po stałym fragmencie gry piłka niefortunnie odbiła się od kolana Roberta Dadoka wpadając do bramki.

W drugiej połowie Korona wciąż była groźniejsza, ale Ruch również nie odpuszczał jednak bez większych efektów. W 75 minucie Korona zadała drugi cios- Jacek Podgórski z prawej strony podał do Jewgienija Szykawki, a ten umieścił piłkę w siatce.

Kielczanie dowieźli dwubramkowe prowadzenie do końca meczu i w ostatniej kolejce nadal mają szansę utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej.


Zagłębie Sosnowiec - Miedź Legnica 1:2

Zagłębie po raz ostatni w tym sezonie rozegrało swój mecz na Zagłębiowskim Parku Sportowym. Było to również smutne dla Zagłębiaków pożegnanie z 1 Ligą.

Zagłębie Sosnowiec przez całą pierwszą połowę prezentowało równy poziom z Miedzią Legnica i zanosiło się na to, że na Zagłębiowskim Parku Sportowym padnie bezbramkowy remis. Niestety w drugą połowę lepiej weszli zawodnicy z Dolnego Śląska.

Miedź bezlitośnie wykorzystała niefrasobliwość piłkarzy z Sosnowca i wyprowadzając szybką kontrę, zdobyła pierwszego gola ku uciesze swoich kibiców. Jednobramkowa przewaga nie pozwoliła jednak zachować Legniczanom spokoju. Gospodarze cały czas szukali swojej szansy, aż w 75 minucie sędzia Paweł Horożaniecki podyktował rzut karny, który na gola zamienił Kamil Biliński.

Zagłębie starało się jeszcze walczyć z Miedzią, ale goście skuteczniej rozegrali stały fragment gry i dośrodkowanie Ibana Salvadora na gola w 83 minucie zamienił Marcel Mansfeld. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie.


GKS Katowice - Wisła Kraków 5:2

Wisła Kraków przyjechała na Bukową jako zdobywca Pucharu Polski z aspiracjami na powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, do czego było jej niezbędne zwycięstwo nad gospodarzami. GKS natomiast na boisko wybiegł jako pretendent do ekstraklasowego awansu.

Spotkanie rozpoczęło się w słodko-gorzki sposób dla Wiślaków- najpierw czerwoną kartkę już w 5 minucie zobaczył Eneko Satrustegui, a następnie w 19 minucie gola dla gości zdobył Angel Rodado. Goście nie cieszyli się jednak długo prowadzeniem.

3 minuty później z rzutu wolnego dośrodkował Artur Kozubal, a piłkę głową do siatki skierował Arkadiusz Jędrych. Remis utrzymał się tylko przez 11 minut. Grzegorz Rogala podał w pole karne, piłka minęła piłkarzy i trafiła wprost do Adriana Błąda, który bezbłędnie uderzył na bramkę. GKS prowadził 2:1.

W doliczonym czasie gry pierwszej połowy padł jeszcze jeden gol, ale nie został uznany przez VAR.

Gieksa weszła lepiej od przeciwników również w drugą połowę. Tym razem Adrian Błąd podjął się roli asystenta, a gola w 47 minucie zdobył Grzegorz Rogala. W dalszej grze Wiśle z pewnością nie pomógł samobójczy gol Marca Carbo.

Goście próbowali jeszcze się zerwać, ale stać ich było wyłącznie na bramkę na 4:2, na którą GKS odpowiedział jeszcze w ostatniej akcji meczu, doprowadzając za sprawą Mateusza Marca do wyniku 5:2.

Szczęśliwie dla GKS-u Katowice niedzielne derby Trójmiasta wygrała Lechia Gdańsk. W przyszły weekend Katowiczanie pojadą nad morze grać z Arką o bezpośredni awans do Ekstraklasy.

GKS Katowice pewnie pokonał Wisłę Kraków
GKS Katowice


Piast Gliwice - Jagiellonia Białystok 1:1

Jagiellonia na Okrzei 20 w Gliwicach przyjeżdżała pod presją goniącego ich w lidze Śląska Wrocław ze świadomością, że nie mogą tego meczu przegrać, by zachować przewagę nad WKS-em. Gospodarze za to grali spokojni o utrzymanie.

Pierwsza połowa była bardzo spokojna i pozbawiona brawurowych akcji w wykonaniu obu stron. Zespoły chciały zmienić bezbramkowy wynik spotkania, ale niestety nie przekładało się to na ich dalsze działania.

Druga część spotkania nie różniła się za wiele od pierwszej i dopiero ostatni kwadrans przyniósł piłkarskie emocje. Niepilnowany przez nikogo poza polem karnym Michael Ameyaw dostał wybitą z pola karnego piłkę, odruchowo uderzając z całej siły w kierunku bramki. Strzał był na tyle mocny, że zatrzymał się na chwilę w górnym rogu bramki, dając prowadzenie Gliwiczanom.

Jaga rzutem na taśmę uratowała wynik w 90 minucie po golu Jesusa Imaza nadal pozostając w grze o Mistrzostwo Polski.


Olimpia Elbląg - Polonia Bytom 1:3

Piłkarze Królowej Śląska pojechali na Mazury z prostym założeniem- zdobyć trzy punkty i nadal liczyć się w grze o baraże do 1 Ligi i wykonali je perfekcyjnie. Goście dominowali od samego początku, co przełożyło się na spokojnie prowadzony mecz.

Pierwszą bramkę dla Polonii w 23 minucie zdobył po stałym fragmencie gry Jakub Pochcioł. 5 minut później Olimpia straciła jednego zawodnika po faulu na skrzydłowym Polonii Bytom, a sędzia podyktował rzut wolny kilka centymetrów poza linią pola karnego. Rzut na gola pewnym uderzeniem zamienił Tomasz Gajda.

W drugiej połowie Elbląg starał się gonić wynik, ale skuteczna obrona Bytomian uniemożliwiła gospodarzom zdobywanie bramek. W 76 minucie po zamieszaniu wywołanym rzutem rożnym w posiadanie piłki wszedł Dawid Wolny i posłał piłkę bezpośrednio do bramki. Gospodarzy stać było jeszcze na honorowe trafienie, a trzy punkty pojechały na Śląsk.

Tomasz Gajda popisał się pięknym trafieniem z rzutu wolnego
Polonia Bytom


Bruk-Bet Termalica Nieciecza - GKS Tychy 6:1

Niedzielny mecz w Niecieczy w planach fanów piłki nożnej układał się zapewne o wiele inaczej- walczący o baraże GKS przyjechał po pewne 3 punkty do mającej zagwarantowane utrzymanie w lidze Niecieczy. Piłka nożna jest jednak zaskakująca.

Pozbawieni towarzyszącej im od kilku tygodni presji związanej z walką o utrzymanie piłkarze Bruk-Betu wyszli na boisko pewni siebie i już od pierwszych minut szukający goli, co bardzo szybko przełożyło się na bramki. Już w 10 minucie Macieja Kikolskiego pokonał Andrzej Trubeha.

GKS starał się podjąć walkę mimo początkowego podcięcia skrzydeł, ale to Słonie dyktowały warunki tego dnia. Drugi gol dla gospodarzy padł po przedłużeniu stałego fragmentu, który skończyło się główką Artema Putiwcewa.

Choć goście zmotywowali się do zdobycia kontaktowej bramki w 38 minucie przez Marcela Blachewicza, to do szatni schodzili, przegrywając 3:1. Przed przerwą do siatki Tyszan trafił jeszcze Adam Radwański.

Druga połowa należała już do Bruk-Betu. Gospodarze nie bronili wyniku, tylko ciągle szukali okazji na strzał, co przełożyło się na kolejne trafienia. Do bramki GKS-u strzelali kolejno: z rzutu karnego Wiktor Biedrzycki (60’) oraz Wojciech Jakubik (82’) i Andriy Dombrovskiy (89’).

Na jedną kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego szanse GKS-u na baraże stały się bardzo niskie.

GKS Katowice - Wisła Kraków

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

20 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 13.7µg/m3 PM2.5: 12.1µg/m3