Drużynowe Mistrzostwa Europy na Stadionie Śląskim miały "dwie twarze". Pierwszą, sportową, która stała na wysokim poziomie. Drugą organizacyjną, z którą było już mniej ciekawie. Ale to już wina nie naszej, śląskiej świątyni sportu, tylko małopolskich Igrzysk Europejskich.
Stadion Śląski zorganizował Drużynowe Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce już po raz drugi. Wszyscy liczyliśmy na kolejne zwycięstwo Polski. Ostatecznie biało-czerwoni zajęli drugie miejsce w pierwszej dywizji. Świętowali reprezentanci i reprezentantki Włoch.
Nie w każdej konkurencji reprezentowali nas "najlepsi", ale faworyci w większości nie zawiedli. Ewa Swoboda, Wojciech Nowicki, Pia Skrzyszowska, Natalia Kaczmarek (która również zaliczyła fantastyczny finisz w sztafecie) czy Michał Haratyk - zajęli czołowe miejsca w swoich dyscyplinach, pchając Polskę w górę tabeli. Na Stadionie Śląskim było też parę niespodzianek. Warto wspomnieć m.in. o Albercie Komańskim, który na 200 metrów miał drugi najlepszy czas ze wszystkich dywizji.
To była najprawdopodobniej największa lekkoatletyczna impreza w historii Polski. W tym roku na DME startowały w jednym miejscu wszystkie dywizji (trzecia, druga i pierwsza). W sumie około 2000 zawodników plus sztaby szkoleniowe itd. Doszło też do występów, które przejdą do historii - np. start belgijskiej kulomiotki w biegu przez płotki (zastąpiła kontuzjowaną koleżankę z drużyny).
Z punktu widzenia sportowego i organizacji tylko lekkoatletycznej imprezy, Stadion Śląski dał radę. Niestety do tego święta lekkoatletyki wtrąciły się Igrzyska Europejskie.
Igrzyska Europejskie, czyli "nic nie wiem"
Sportowo i organizacyjnie Drużynowe Mistrzostwa Europy były kolejnym sukcesem. Nie ma wątpliwości, że Stadion Śląski jest gotowy na najważniejsze imprezy lekkoatletyczne. Niestety jest to tylko jedna strona medalu.
Drugą są Igrzyska Europejskie Kraków-Małopolska 2023, które... zniszczyły cały urok DME. Kiedy okazało się, że drużynowe zmaganie lekkoatletów będą częścią Igrzysk Europejskich, można było zapytać "ale po co". Niestety od tego momentu to nie władze województwa, czy Stadion Śląski, ale organizatorzy Igrzysk mieli za zadanie wypromować imprezę na Stadionie Śląskim. Czy się udało? Wystarczy spojrzeć na relację telewizyjną czy zdjęcia z wydarzenia. Puste trybuny aż biją w oczy.
W okolicy trudno było znaleźć jakiekolwiek billboardy czy plakaty. W mediach też nie było głośno o DME. A przecież pamiętamy bardzo dobrze DME 2021 pierwszej dywizji, o których było bardzo głośno już kilka tygodni przed ich rozpoczęciem.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że sami zawodnicy (nawet część Polaków) nie wiedziało w czym startuje. Sportowcy szybko "uciekali" po swoim występach, a później dowiadywali się, że np. w Krakowie są do odbioru jakieś medale. Niektórzy lekkoatleci z zagranicy nie kryli zdziwienia, kiedy od dziennikarzy otrzymywało pytania dot. Igrzysk Europejskich. Nie wiedzieli w ogóle o tym, że DME są ich częścią. Ci, którzy wywalczyli medale byli mile zaskoczeni faktem, że otrzymają jakiś dodatkowy krążek.
Same "zasady" zdobywania medali też były "kontrowersyjne". Okazało się, że zliczane są wyniki... wszystkich trzech dywizji DME. I tak Alicja Konieczek wygrała bieg na 3000 m z przeszkodami w dywizji I, ale jej czas był gorszy od kilku zawodniczek z niższych dywizji, więc... medalu nie dostała. Kto wymyślił takie zasady? Trudno stwierdzić, ale ze sprawiedliwością nie mają nic wspólnego. Impreza trwała kilka dni i każda dywizja miała różne warunki pogodowe. Zatem trudno obiektywnie stwierdzić, kto na medal zasłużył, a kto nie.
Czytając "przerażające" relacje z Krakowa i Małopolski, może stwierdzić, że mieliśmy szczęście. Na Stadionie Śląskim wolontariusze robili co mogli. Jedna z dziewczyn przyznała wprost, że nie zna zakresu swojej pracy i zajmuje się "wszystkim".
Ciekawostka: rozdawano książkę pod tytułem "Małopolska kolebka polskiego sportu". Pierwszy rozdział tej ciekawej literatury poświęcony jest... polskiemu papieżowi.
Drużynowe Mistrzostwa Europy 2023 były gigantyczną imprezą i prawdziwym świętem lekkiej na Stadionie Śląskim. Szkoda, że w całą zabawę włączyli się organizatorzy Igrzysk Europejskich, ale miejmy nadzieję, że nie wpłynie to w żaden sposób na odbiór tej imprezy i Kocioł Czarownic pozostanie "w sercach" europejskiej federacji i samych lekkoatletów z całego kontynentu.