Dramat młodego katowiczanina. Ktoś chce nas zbadać?

Coronavirus 4914028 1920

Redakcja

21 marca 2020

Młody mieszkaniec Katowic, to ten sam o którym dziś pisze prezydent Krupa, informując o kolejnych osobach z koronawirusem. Razem ze współlokatorami poddali się sami kwarantannie. Gdyby nie ich odpowiedzialność, liczba chorych w Katowicach byłaby znacznie większa! Mimo apeli, telefonów, początkowo nikt nie chciał ich zbadać.

- Zadzwoniłem do szpitala 19 marca z pytaniem „Hej skoro skończyłem kwarantannę, a miałem kontakt z osobą pozytywną i mieliśmy objawy to czy chcecie mnie przetestować czy już jestem ok?”. W skrócie nie dostałem odpowiedzi żadnej. Szerzej opisałem to w prywatnym poście - opisuje swoje doświadczenia ze szpitalem młody mężczyzna.

By dodać - Powiem wam tylko jak się czuje osoba w takiej sytuacji. Myśli sobie „Świetnie, skoro Państwo ma gdzieś czy ja kogoś zarażam czy nie, to może ja też powinienem mieć to gdzieś?”. Wiem, że to głupie i nielogiczne. Ja nie zareagowałem na tę myśl, poszedłem wypić herbatę. Ale jeśli ludziom zaczną odchodzić bliscy, propaganda sukcesu upadnie, to ludzie będą reagować w oparciu o takie impulsy. Będą wychodzić na ulice i przestaną dbać o kwarantannę-podkreśla autor wpisu.

- Jak sam przyznaje zupełnie odpuścił. Mama jednego z mieszkańców nie była jednak tak spolegliwa - pisze.

Efekt? Odezwała się Państwowa Inspekcja Sanitarna, która wysłuchała po raz pierwszy kompetentnie całej tej sprawy. I wreszcie rozpocząć poszukiwania ludzi, którzy na pewnej imprezie mogli się zarazić koronawirusem.

- Wiem, że dwie osoby chore, które tam były, nie doczekały się badania. Jedna z nich jest w grupie ryzyka. Najważniejsze: Pani poradziła pojechać do szpitala się zbadać. W piątek 20 marca 4 osoby na 6 z mieszkania (3 z których ŻADNA nie miała oficjalnie nałożonej kwarantanny i jedna, która miała, ale zachorowała najwcześniej), udały się naszym autem prosto do szpitala zakaźnego - pisze autor.

- Bez żadnych problemów i czekania pobrano im próbki, opisali sprawę. Wyniki miały być w niedziele - czytam dalej.

Dzisiaj: sobota 21 marca. Telefon do jednego z domowników. Też Inspekcja (nareszcie koniec telefonów z Sanepidu). Pytają domownika o dane bo będą nakładać kwarantannę. OK, tu znów tłumaczenie ile jest osób na mieszkaniu co z nimi itp…. Pani pyta współlokatora:
„Od kiedy Pan wie, że ma Pan wynik pozytywny?” 
„Myślałem, że Pani dzwoni mi to powiedzieć”
„Ojej, ja dostałam taką informację od przełożonych”
„OK…..”
Potem znowu runda na telefonie z wszystkimi, spisywanie danych od wszystkich. Jak doszło do mnie mówię: 
„Oszczędzę Pani pracy, jestem już w systemie, bo już miałem kwarantannę, która już się skończyła” 
„Acha, obawiam się, że ja się nie mogę tak przełączyć, proszę podać numer decyzji i dane”. Generalnie w miejscu skąd dzwoniła Pani było bardzo głośno, słychać, że mają tam młyn, bardzo nie zazdroszczę. Podczas rozmowy Pani konsultowała się z kimś i usłyszeliśmy jeszcze, że mówi do tej osoby
„Mamy jeden wynik pozytywny i czeka na resztę” 

Tak więc znów zarejestrowaliśmy się na kwarantannę.

Potem telefon od miasta, znów upewni się czy mamy jedzenie, Informują, żeby nie wyrzucać śmieci bo mogą stanowić zagrożenie biologiczne i będą je odbierać. OK! Na reszcie wygląda na to, że ktoś zajmuje się zagrożeniem na poważnie!

Wynik nie został w żaden sposób przesłany ani fizycznie ani elektronicznie. Otrzymaliśmy tylko te dwa telefony. A co do pozostałych lokatorów - totalny brak informacji. A wtem najlepsze!

Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa pisze na swoim profilu: „Drodzy Mieszkańcy, w nawiązaniu do poprzedniego postu, pojawił się kolejny pozytywny wynik testu. Jest to osoba młoda i w dobrym stanie. Sama poddała się kwarantannie domowej, w tym samym mieszkaniu, co pacjent, o którym informowałem wcześniej. „OK, czyli to na pewno o nas. Osoby badane sprawdzają telefony - żadnej informacji nigdzie ani telefonu. Dzwonimy spytać się Inspekcji (mamy teraz numer). O co chodzi, kto jest chory. A Pani mówi, że ona nie wie bo oni wyników żadnych u siebie nie mają. Na pytanie skąd wie Pan prezydent Pani stwierdziła, że musiał dowiedzieć się z jakiegoś „innego źrodła”. W zgodzie z procedurami, czy poza nimi? Nikt nie wie.

Do mnie i ostatniego lokatora (którzy mieliśmy kwarantannę) podobno kiedyś przyjedzie wymazobus.

- Podsumowując: nikt z nas nie przechodził tego ciężko, dwie osoby nie mają już żadnych objawów. Prawdopodobnie dzięki szybkiemu podjęciu samo-kwarantanny udało nam się ograniczyć ilość zarażonych, bo nikt z ludzi z którymi się widzieliśmy w Katowicach nie zaobserwował objawów - pisze internauta.

A na koniec: Wielkie dzięki dla wszystkich którzy zostają w domach! Brawo Wy! Dziękuję Inspekcji Sanitarnej i nawet Sanpidowi, bo wiem, że robią co mogą. Dzieki wszystkim, którzy chodzą do pracy bo muszą - pracownikom fizycznym, którzy pracują za moim oknem, Paniom w aptece, kurierom rowerowym, motorniczym tramwajów, którzy zasuwają ulicą Kościuszki, Panu Posterunkowemu Morawieckiemu (sic!), za opiekę i generalnie wszystkim którzy traktują sprawę poważnie. LEKARZOM, bo rzeźbią coś z niczego.

Na pałę zasługuje mój tata, dla którego dopiero fakt, że ktoś z nas zachorował, stał się impulsem do myślenia, że to może być poważne. Nie bądź jak mój tata. Weź to na poważnie.

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3