Czy to koniec Ruchu Chorzów? Sytuacja jest beznadziejna

IMG 20190726 124919
Kastelik

Szymon Kastelik

26 lipca 2019

Czy Ruch Chorzów tonie? Tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek 3. ligi piłkarze nie zostali zgłoszeni, a pracownicy nadal strajkują. Główni akcjonariusze milczą. Miasto obiecuje pieniądze tylko wtedy, gdy wszyscy wrócą do pracy, a kibice zakończą bojkot. Upadek legendy zbliża się wielkimi krokami.

W środę w chorzowskim magistracie spotkali się wiceprezes Ruchu Marcin Waszczuk oraz prezydent Andrzej Kotala. Następnie zostało wydane oświadczenie. Wynika z niego, że miasto jest gotowe wypłacić pierwszą transzę obiecanych pieniędzy, jeżeli Ruch wykona świadczenia promocyjne. Problem w tym, że do tego są potrzebni pracownicy, którzy od ponad tygodnia strajkują z powodu zaległych pensji. Dzisiaj po raz pierwszy zabrali publicznie głos w tej sprawie.

To jest takie odbijanie piłeczki. Przedstawiają to tak, że jeżeli chcemy, aby klub przetrwał i odzyskać swoje należności, to wróćmy do pracy i zaróbmy na to poprzez zorganizowanie konkursu dla miasta. Jesteśmy już na skraju wyczerpania. Wiele osób z klubu nie ma za co żyć po prostu. Właściciele nie poczuwają się do odpowiedzialności, aby przedstawić chociażby jakieś propozycje – mówi rzecznik Ruchu Chorzów Tomasz Ferens

Kolejny kłopot to bojkot kibiców. Rozpoczął się po tym, jak akcjonariusze nie dogadali się z ich kandydatem na prezesa Szymonem Michałkiem - Po prostu niezrozumiałe decyzje właścicieli wobec kibiców. Kiedy rezygnowałem z podjęcia posady prezesa, byłem jeszcze w kontakcie telefonicznym z jednym z akcjonariuszy. Chcieliśmy załatwić to, żeby każda ze stron wyszła z twarzą, aby nie doszło do bojkotu. Po rozmowie dostałem od razu wiadomości o oświadczeniu, w którym zostałem obsmarowany. Kibice sami do mnie pisali, że jeżeli oni chcą wojny, to będą ją mieć – skomentował Michałek.

Rzecznik prasowy dodał, że za bojkot odpowiadają wyłącznie akcjonariusze: Właściciele doprowadzili do konfliktu z kibicami. To jest podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Bo wiadomo, że kibice to przychody z tytułu sprzedaży karnetów, które o tej porze roku były ogromnym zastrzykiem gotówki. Do tego dochodzi sprzedaż gadżetów i koszulek.

Podczas dzisiejszego publicznego wystąpienia pracowników okazało się, że również Akademia Ruchu Chorzów jest zagrożona. Pieniądze, które do niej trafiały, zostały przerzucane na inne cele. Strajkujący nie zgadzają się na to, aby w tym wszystkim cierpiały dzieci.

Rodzice wpłacili pieniądze, ale ośrodek, który został dla nich wynajęty, nie został opłacony. Dzisiaj jest deadline zapłaty. Przypuszczam, że te pieniądze znajdą się, bo nie chce wyobrazić sobie reakcji rodziców. Jeden z akcjonariuszy powiedział, że akademia przynosi mu straty, dlatego ma prawo dysponować tymi środkami. Nie zauważa, że akademia przynosiła zyski za sprawą sprzedaży piłkarzy i nagrody za wicemistrzostwa Polski czy mistrzostwo Śląska. Żadne fundusze nie dochodzą do nas. To jest dramatyczna sytuacja. Nie wiemy co powiedzieć rodzicom  – powiedziała  Anna Bargiel, przedstawicielka Akademii.

Za kilka dni Ruch powinien rozpocząć rywalizację w 3. lidze. Jednak w tej chwili klubu nie stać na rozegranie pierwszego meczu. Do tego piłkarze nie zostali jeszcze zgłoszeni Śląskiego Związku Piłki Nożnej.

Na tę chwilę nie mamy zabezpieczenia medycznego i ochrony. Nie mamy też wykupionego OC czy ubezpieczenia na imprezy masowe. Warto dodać, że całą poprzednią rundę zagraliśmy na kredyt. Teraz oczekuje się od nas, że będziemy rozmawiać z podmiotami wobec których mamy zadłużenie nawet kilkaset tysięcy złotych. Może mamy zrzucić się na wszystko, ale jest to trudne, bo od kilku miesięcy też nie dostajemy wypłat – dodał jeden z pracowników odpowiedzialnych za organizację i bezpieczeństwo.

Ruch na ten moment może liczyć na 4 miliony złotych. Pod warunkiem, że klub wróci do normalnego funkcjonowania. Strajkujący i kibice uważają, iż trudno zaufać obecnym akcjonariuszom. Część z nich nalega, aby zaczęli wreszcie działać. Pieniądze muszą pojawić się najpóźniej w poniedziałek. Inaczej Ruch w obecnej formie upadnie.

Pierwszy raz spotkałem się z takimi pracownikami, którzy sami przychodzą do mnie i pytają się co muszą zrobić. W ogóle nie muszę ich motywować (…) Śmiem twierdzić, że jak stracimy jednego pracownika, to będziemy musieli na jego miejsce zatrudnić trzech innych. Liczba pracowników tutaj powinna być  trzykrotnie większa. Oni taką świetną pracę tutaj wykonują – chwali strajkujących jedyny członek zarządu, wiceprezes Marcin Waszczuk.

Wiceprezesa zapytaliśmy wprost o to, czy patrzymy właśnie na koniec Ruchu Chorzów.  Nawet nie chcę myśleć o tym – odparł.

Anna Bargiel dodała od razu: Ale wszystko na to wskazuje

Oczywiście byłby to "tylko" koniec spółki i marzeń o powrocie do elity. Ruch Chorzów jako sportowa tradycja powinien działać dalej - Ruch to wspólnota kibiców, małych bajtli, starszych ludzi, którzy płakali jak spadaliśmy do 3. Ligi  – skomentował wiceprezes.

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3