Nie cichną echa afery związanej z kontrolą Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącej systemu premiowania w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. Związki dotarły do pełnego protokołu kontroli. I działań jej szefa - Artura Borowicza.
Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała system premii w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym, którym dyrektorem jest Artur Borowicz. Ostatnie tygodnie dla niego nie są szczęśliwe. Urząd Marszałkowski chce odwołać go ze stanowiska po skargach ze strony m.in. związków zawodowych. Teraz na światło dzienne wyszły dokładne dane dot. premii w WPR opublikowane przez Związek Zawodowy Pracowników Ratownictwa Medycznego „Wzajemna Pomoc”.
O sprawie jako pierwsze poinformowała Gazeta Wyborcza. Według dziennika Borowicz miał nagradzać tylko swoich zaprzyjaźnionych współpracowników. Natomiast ratownicy medyczni otrzymywali tylko 200-250 zł.
CZYTAJ TAKŻE Borowicz przestanie być dyrektorem WPR?
I tak zastępca dyrektora ds. administracyjnych co miesiąc „za szczególne zaangażowanie w pracę” otrzymywała 3,9 tys. zł, a w grudniu 2018 roku aż 4,5 tys. Po 3,9 tys. zł miesięcznie otrzymywały również główna księgowa i jej zastępczyni, z tym że w grudniu na święta dostały po 9 tys. zł każda. A zastępca dyrektora ds. ratownictwa medycznego otrzymał aż 11 tys. zł. Zyskali na tym podwójnie, bo wszystkie premie brane były pod uwagę przy naliczaniu pracownikom WPR premii rocznej. W sumie w ciągu roku Borowicz przyznał im ponad 200 tys. zł - pisze Gazeta Wyborcza.
Pełną tabelę opublikował fan page "To nie moja karetka".
Jak poinformował nas kilka dni temu Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego, podjęto już pierwsze kroki ku odwołaniu Borowicza. Jednak najważniejsza będzie decyzja Rady Miasta Dąbrowy Górniczej, w której dyrektor jest radnym.