Zakład z dnia na dzień zaprzestał działalności, bo nieruchomości, na których się znajduje zostały zlicytowane...przez komornika. Nadzieją dla pracowników jest nowa spółka, która chce kontynuować działalność upadłej fabryki. Nie wszyscy jednak przystali na jej ofertę pracy - informują Nowiny Gliwickie.
Pracowników, którzy 8 listopada przyszli do pracy przywitał zakaz wstępu. Dzień wcześniej na teren fabryki wszedł komornik w asyście policji. Brama była zamknięta przez kilka dni, a załoga zaczęła obawiać się zwolnień.
Gliwicką Fabrykę Wagonów Holding SA tworzy grupa spółek powiązanych kapitałowo i personalnie. Majątek produkcyjny należy do Zakładu Naprawy i Budowy Wagonów, spółki znajdującej się w upadłości likwidacyjnej. Pozostałe spółki korzystały z nieruchomości na zasadzie dzierżawy. Gdy hale poszły na licytację komorniczą, do drzwi zakładu zapukał komornik.
We wrześniu nieruchomości przy ul. Błogosławionego Czesława wraz z terenem o powierzchni 18 hektarów za 19,5 mln zł „wylicytowała” katowicka spółka K88, powiązana z firmą deweloperską Opal.
Kierownictwo fabryki nie porozumiało się jednak z nowym nabywcą w sprawie opuszczenia nieruchomości. Ostateczny termin minął 7 listopada, majątek został więc zabezpieczony przez syndyka w asyście komornika i policji.
Niespodziewanie pojawiła się nadzieja, że pracownicy nie zostaną bez środków do życia przed świętami. Propozycję zatrudnienia złożyła im firma zainteresowana kontynuowaniem działalności fabryki, czyli spółka Polskie Wagony. Wydzierżawiła halę od spółki K88, a pracowników zaczęła szukać wśród załogi Gliwickiej Fabryki Wagonów. Władze spółki zaproponowały im umowę-zlecenie do końca listopada, a potem obiecały etaty na dotychczasowych warunkach.
- Na naszą ofertę przystało około 90 proc. załogi – powiedział „Nowinom Gliwickim” Grzegorz Pluczyk, prezes spółki Polskie Wagony.
Produkcja w fabryce pod nowym szyldem ruszyła ponownie 19 listopada. Pytanie na jak długo?