Sobotni mecz Ruchu Chorzów z jego imiennikiem ze Zdzieszowic miał być wyjątkowy. Po raz pierwszy w tym sezonie na trybunach zabrzmiał doping. Zjawiło się ponad 3000 kibiców. To efekt zawieszenia bojkotu.
Jednak przyśpiewki, klaskanie i głośne nawoływanie nie pomogły piłkarzom Ruchu Chorzów. Przegrali ze Zdzieszowicami 0:2. Jeszcze nie ucichło echo pierwszego gwizdka, a goście już prowadzili 1:0. Mało kto widział, w jaki sposób Ruch stracił tego gola. Piłkarze w bezsensowny sposób pozwolili, aby Denis Smolarek otrzymał piłkę w polu karnym Niebieskich, a następnie mierzonym strzałem pokonał Smugę.
Po tej akcji reszta pierwszej połowy była po prostu nudna. Dopiero druga część spotkania przyniosła mnóstwo emocji. W 54 minucie Dawid Smug złapał piłkę w swoim polu karnym. Chciał szybko wprowadzić ją do gry, ale na drodze stanął mu jeden z przeciwników. Bramkarz Ruchu przypadkowo lub nie uderzył rywala w głowę. Sędzia był pewny: rzut karny i czerwona kartka dla goalkeepera. W jego miejsce wszedł zaledwie 17-letni Tomasz Nowak. Mógł stać się bohaterem, ale nie obronił strzału z jedenastki w wykonaniu Marcina Niemczyka.
Ruch szybko zdobył gola kontaktowego po zamieszaniu w polu karnej - Mateusz Lechowicz umieścił piłkę głową do pustej bramki. Chwilę później Niebiescy strzelili podobną bramkę, ale jeden z piłkarzy Ruchu był na pozycji spalonej. Jednak determinacja gospodarzy rosła z każdą kolejną akcją, aż wreszcie w 76 minucie Mateusz Bartolewski wykończył dośrodkowanie z prawej strony. Remis daje Ruchowi 14 punktów, zaś Zdzieszowice mogą wypaść poza pierwszą trójkę.
Z trybun można było usłyszeć mnóstwo wyzwisk w kierunku GKS-u Katowice, który w tym samym czasie grał z Elaną Toruń (kibice Elany i Ruchu mają sztamę). GieKSa wygrała u siebie 2:0 po bramkach Stafanowicza i Woźniaka.