25-latek z Radlina (Śląskie), który w minioną sobotę zabarykadował się z butlą gazową na strychu domu i groził wysadzeniem bloku mieszkalnego, najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie - zdecydował Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim, przychylając się do wniosku policji i prokuratury.
Mężczyzna odpowie za narażenie życia wielu osób, grozi mu do 10 lat więzienia. W prokuraturze przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Gdy w sobotę rano groził, że "wysadzi sąsiadów w powietrze", był pijany - badanie trzeźwości wykazało w jego organizmie 1,5 promila alkoholu.
Do zamieszkanego przez blisko 30 osób budynku w Radlinie policjanci zostali wezwani w minioną sobotę nad ranem. "Sytuacja była poważna; ze zgłoszenia wynikało, że jeden z mieszkańców bloku zabarykadował się na strychu z butlą gazową i groził, że wysadzi budynek w powietrze. Czuć było ulatniający się gaz" - podała we wtorek śląska policja.
25-latek odkręcił butlę z gazem i podpalił leżące na strychu koce. Policjanci i strażacy ewakuowali z budynku 28 osób, wśród nich dzieci. Funkcjonariusze pobiegli na strych i próbowali nakłonić desperata do otwarcia drzwi; gdy to zrobił, został obezwładniony i wyprowadzony z budynku. Strażacy szybko ugasili palące się koce i wynieśli na zewnątrz butle gazowe.
Po sprawdzeniu pomieszczeń i przewietrzeniu budynku lokatorzy mogli wrócić do swoich mieszkań. Jak się później okazało, stężenie gazu było na tyle duże, że w każdej chwili mogło dojść do wybuchu.
Policjanci podkreślają, że prawdopodobnie tylko szybka i zdecydowana interwencja służb pozwoliła uniknąć tragedii. 25-latek najpierw trzeźwiał w policyjnej izbie zatrzymań, a następnie usłyszał prokuratorskie zarzuty i trafił do aresztu. (PAP)