Śląskie: Bankomat, bieganie, pranie - powody łamania kwarantanny!

Mid 20315072 1

Redakcja

28 marca 2020

Potrzeba pobiegania, przewietrzenia się, skorzystania z bankomatu czy rozwieszenia prania na strychu - tak osoby przyłapane na łamaniu kwarantanny tłumaczą swoje zachowanie

Są i tacy, którzy naruszają zasady domowej izolacji, żeby przyjść... na policję. 

Kobieta, która tydzień wcześniej wróciła z Niemiec i została objęta obowiązkową kwarantanną, przyszła do komendy policji w Siemianowicach Śląskich, by porozmawiać z dzielnicowym. Tłumaczyła, że przyszła osobiście, bo nie ma telefonu, poza tym i tak miała iść po pieniądze do banku. Odpowie za złamanie kwarantanny.

Nieodpowiedzialna petentka nie miała objawów choroby, jednak jej wizyta utrudniła pracę policjantów - hol komendy został czasowo zamknięty, a następnie zdezynfekowany. Na podstawie nagrań z monitoringu ustalono, że kobieta nie miała bezpośredniego kontaktu z policjantami. Po konsultacji z sanepidem odesłano ją do domu, gdzie ma pozostać do końca kwarantanny.

Do komisariatu policji w Gliwicach przyszedł natomiast - w dobrej wierze - nietrzeźwy 50-latek bez stałego miejsca zamieszkania, który po powrocie z zagranicy także został objęty 14-dniową kwarantanną. Służbom granicznym powiedział, że odbędzie ją u ojca w Gliwicach, ale ten nie chciał go przyjąć, podobnie jak mieszkająca w Poznaniu matka. Mężczyzna przyszedł po radę do komisariatu, bojąc się grzywny. Policjanci dali mu maseczkę, jednorazowe rękawiczki i skontaktowali się ze służbami sanitarnymi.

"W Gliwicach władze samorządowe nie wyznaczyły dotychczas miejsca na kwarantannę dla tego typu przypadków, a w sąsiednim Zabrzu nie było już wolnych miejsc. Po około dwóch godzinach znaleziono miejsce w specjalnie wyznaczonym obiekcie na terenie Szczyrku" - podała w sobotę śląska policja. Poczekalnię komisariatu zdezynfekowano.

Z doświadczeń śląskich policjantów wynika, że osoby przyłapane na złamaniu kwarantanny w różny sposób tłumaczą swoje zachowanie. Kilka dni temu kobieta napotkana na klatce schodowej domu w Zawierciu - zamiast w swoim mieszkaniu - tłumaczyła, że poszła na strych rozwiesić pranie.

W Chorzowie policjanci nie mogli się dodzwonić do objętego kwarantanną mężczyzny, stojąc przed wejściem do bloku, w którym mieszkał. Odebrał dopiero, gdy był już w pobliżu domu, tłumacząc, że poszedł przewietrzyć się na pobliskim skwerze. Inny nieobecny podczas kwarantanny w domu mężczyzna z okolic Tarnowskich Gór tłumaczył, że poszedł pobiegać i po drodze nie miał z nikim kontaktu. Przybiegł kilka minut po tym, gdy policjanci do niego zadzwonili. Miał maseczkę i jednorazowe rękawiczki, ale to nie zwalnia go z odpowiedzialności za złamanie zasad izolacji.

Informacje o osobach objętych kwarantanną, które nie stosują się do zaleceń, każdorazowo przekazywane są sanepidowi, który wszczyna w tych sprawach postępowania, mogące skończyć się nawet 30-tysięczną grzywną. Zgodnie z Kodeksem wykroczeń, grzywna grozi także za nieprzestrzeganie przepisów o zapobieganiu chorobom. Natomiast osobie z potwierdzonym zakażeniem, która oddali się z wyznaczonego miejsca, grozi nawet rok więzienia za narażenie innych na zakażenie.

Policjanci przypominają, że od kilku dni obowiązują również ograniczenia w swobodnym przemieszczaniu się. Dlatego, gdy funkcjonariusze ze Świętochłowic zatrzymali do kontroli samochód, zapytali trzech jadących nim mężczyzn o cel podróży - odpowiedzi nie otrzymali. Na dodatek okazało się, że kierujący autem 24-latek bez prawa jazdy siadł za kierownicę pomimo sądowego zakazu prowadzenia pojazdów, za co grozi do pięciu lat więzienia.

"Zgodnie z nowymi przepisami określającymi ograniczenia w swobodnym przemieszczaniu się, mundurowi zapytali mężczyzn o cel ich podróży. Niestety okazało się, że ich podróż nie jest podyktowana celami bytowymi, zdrowotnymi ani zawodowymi. Teraz cała trójka odpowie przed sądem" - podała policja.

Za wywołanie policyjnej interwencji odpowie natomiast 30-latek z Chorzowa, który w centrum przesiadkowym podszedł do policjantów i powiadomił o zarażeniu koronawirusem. Zmyślał, że wrócił z Włoch, źle się czuje, boli go w klatce piersiowej i prawdopodobnie ma gorączkę. Policjanci założyli odzież ochronną i wezwali karetkę, która zawiozła rzekomo chorego do szpitala zakaźnego. Szybko okazało się, że był zdrowy, nie potrzebował pomocy i wcale nie był za granicą. Przed sądem odpowie za wywołanie fałszywego alarmu, za co grozi areszt, kara ograniczenia wolności lub do 1,5 tys. zł grzywny. (PAP)

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3