Mijają już trzy miesiące od tragedii w kopalni Pniówek. Jest to termin, w którym według pierwszych informacji miała zostać wznowiona akcja ratownicza siedmiu osób, które pozostały pod ziemią. Jednak wysokie stężenie gazów w rejonie katastrofy nadal nie pozwala ratownikom na bezpieczną pracę.
20 kwietnia około godziny 00:15 w ścianie N-6 na poziomie 1000 metrów pod ziemią w kopalni Pniówek doszło do wybuchu metanu. W zagrożonym rejonie przebywało łącznie 42 pracowników. Podczas pierwszej akcji ratowniczej gaz wybuchł po raz drugi. Wówczas do rejonu zagrożenia zjechały trzy zastępy ratowników.
Następnego dnia doszło do kolejnej serii wybuchów. Zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej i sztab kryzysowy zdecydowali o odstąpieniu od akcji ratowniczej i wyizolowaniu rejonu zagrożenia. Pod ziemią pozostało siedmiu pracowników: pięciu ratowników i dwóch górników, którzy oficjalnie nadal mają status zaginionych. Dotychczas potwierdzone ofiary śmiertelne tej tragedii to dziewięć osób - cztery z nich zginęły w kopalni, a pięciu kolejnych zmarło, mino wysiłku lekarzy, w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.
W poniedziałek, 2 maja, oficjalnie zakończyła się akcja ratownicza w KWK Pniówek. Jak informowało wtedy JSW: "O godzinie 7.43 po zatamowaniu rejonu ściany N-6, gdzie doszło do wybuchu metanu, kierownik akcji zakończył akcję ratowniczą. Po wygaszeniu pożaru w zatamowanym rejonie akcja ratownicza zostanie wznowiona w celu poszukiwania siedmiu zaginionych pracowników"
Jak mówi Tomasz Siemieniec z Jastrzębskiej Spółki Węglowej, nie da się obecnie ustalić terminu wznowienia akcji, dopóki nie zmniejszy się stężenie gazów.
- Tego się nie da określić czy to będzie za miesiąc, za dwa miesiące, za trzy miesiące. Z tego co pamiętam, po akcji było powiedziane, że najkrócej trzy miesiące, ale to jeszcze będzie trwało. Cały czas są wysokie stężenia gazów i trudno wyrokować kiedy one spadną - dodaje Siemieniec.