Płatne odcinki autostrad w Polsce to zmora polskich kierowców. Nie dość, że często narzekamy na stan dróg, to jeszcze musimy płacić dodatkowo za coś, co najczęściej powstało z publicznych pieniędzy.
30 grudnia 2021 r. do ruchu został udostępniony ciąg główny A1 na jezdni w kierunku Katowic, od węzła Piotrków Trybunalski Zachód do węzła Piotrków Trybunalski Południe oraz trzy kilometry trasy na kolejnym odcinku realizacyjnym. Kierowcy mogą już korzystać także z odcinka od Kamieńska do początku obwodnicy Częstochowy. Na otwarciu obecny był m.in. minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Jednak jego słowa o nowym odcinku A1 nie były najistotniejsze. Zaszokował wszystkich swoją wypowiedzią, że Polski nie stać na utrzymywanie autostrad.
Opłaty za przejazd będą sukcesywnie wprowadzane na kolejnych odcinkach - powiedział minister w ubiegłym tygodniu.
Na pewno nie stanie się to w roku przyszłym, czy za dwa lata, ale sukcesywnie system poboru opłat będzie obejmował kolejne odcinki autostrad - dodał minister.
We wprowadzeniu płatnych odcinków na polskich autostradach ma pomóc system e-Toll, który funkcjonuje już na odcinku A4 Gliwice-Wrocław. Przejazd tej całej trasy w jednym kierunku kosztuje kierowcę samochodu osobowego kosztuje 16,20 zł.
Problem stanowi fakt, że np. odcinkiem A4 Katowice-Kraków zarządza spółka Stalexport Autostrada Małopolska S.A., która nie podlega pod rząd. Na tym odcinku zapłacić musimy 22 zł podróżując samochodem osobowym i nie wprowadzono na ten moment systemu e-Toll.