Na składowisku odpadów w Mysłowicach przy Brzezińskiej przewróciły się pojemniki z niebezpiecznymi odpadami. Zdaniem straży pożarnej, nie ma bezpośredniego zagrożenia dla życia ludzi. Utylizacja koszmarnego składowiska będzie kosztować ok. 35 mln złotych. Miasta na to nie stać.
Na początku 2019 roku obecny prezydent Dariusz Wójtowicz, powiadomił o zagrożeniu organy ścigania oraz WIOŚ. Została także wydana decyzja administracyjna o usunięciu odpadów z terenu Mysłowic. Utylizacja oraz wywóz tych substancji to dziesiątki milionów złotych.
Pod koniec 2018 roku podał się do dymisji naczelnik wydziału ochrony środowiska. Tak się stało po tym, jak prezydent nie otrzymał wyjaśnień, kto wydał zgodę na przechowywanie niebezpiecznego składowiska, które może okazać się trujące dla mieszkańców.
W tym samym czasie cofnięto zezwolenie udzielone firmie Mundo Trade Sp. z o. o., jednocześnie nakazując spółce usunięcie wszystkich znajdujących się odpadów. Ze względu na charakter sprawy, decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności.
Firma nie wywiozła odpadów. Co prawda prowadzone jest postępowanie egzekucyjne, ale jego finał jest dość odległy.
Mieszkańcy obawiali się takiego obrotu sprawy i tego, że substancje wyciskające z pojemników są żrące, co gorsze dostają się do gruntu. Na miejscu panuje okropny smród. Przebywanie w pobliżu kończy się bólem głowy.
Zwróciliśmy się już o pomoc do prokuratury prowadzącej postepowanie, w sprawie odpadów na tym terenie. Odrębne postępowania prowadzą również Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, Inspekcja Sanitarna oraz straż pożarna.”
informuje Sonia Olszewska, Wydział Ochrony Środowiska z UM Mysłowice
Pojedyncze pojemniki, w których znajdują się odpady rozszczelniły się, ale zgodnie z opinią straży pożarnej nie ma bezpośredniego zagrożenia tymi substancjami. Wyciek wystąpił na terenie utwardzonym. Dla mieszkańców marne to pocieszenie.