Tragedie w Pniówku i Zofiówce. Markowski: Wszyscy wiedzą, że JSW kierują związkowcy

DSC 5818
Kastelik

Szymon Kastelik

30 kwietnia 2022

Czy do tragedii w Pniówku i w Zofiówce doszło z powodu błędu człowieka? Czemu w JSW dochodzi do częstych zmian kadrowych? Jak powinna przebiegać akcja ratownicza w KWK Pniówek? Te pytania zadaliśmy doktorowi Jerzemu Markowskiemu.

20 kwietnia 2022 roku oraz 23 kwietnia 2022 roku to jedne z najtragiczniejszych dni w historii górnictwa, ale też Górnego Śląska. Dwie kopalnie i dwie tragedie z udziałem metanu. Na ten moment (30 kwietnia 2022) po katastrofach w kopalni Pniówek i Zofiówka zginęło dziewiętnastu mężczyzn, a siedmiu zostało uwięzionych na dole. To kilkadziesiąt dramatów rodzinnych, osieroconych dzieci, pozostawionych żon i narzeczonych. Takiego zdarzenia jeszcze nigdy wcześniej nie było - Nigdy w żadnej akcji ratowniczej w Polsce nie zginął cały zastęp ratowniczy. Od lat 50-tych nigdy nie zostawiliśmy pod ziemią siedmiu osób. To już stanowi o precedensie tych obu akcji. Jest to absolutny ewenement - komentuje dr Jerzy Markowski, były wiceminister energii i senator, wieloletni ratownik górniczy, były dyrektor KWK Budryk, a dzisiaj m.in. prezes Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górniczych.

- W obu wypadkach głównym aktorem był metan. W obu przypadkach zrobił coś innego ze skutkiem śmiertelnym. Trudniejsza moim zdaniem była akcja w kopalni Pniówek, gdzie zbyt późno doszło prowadzący akcję zorientowali się, że ratownicy znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W kopalni Zofiówka ta dygresja przyszła szybciej, kiedy kierujący akcją doszli do wniosku, że dalsze przebywanie w atmosferze 30 procent metanu jest zbyt niebezpieczne - tłumaczy Markowski. Od początku wszyscy zadajemy sobie pytanie, czy w kopalniach Pniówek i Zofiówka zawinił człowiek. Jeżeli jeszcze pierwszy wybuch metanu w Pawłowicach możemy potraktować jako przykry wypadek, to pierwsza akcja ratownicza kosztowała życie wielu ratowników górniczych. Jerzy Markowski nie chce nazywać tego "błędem", ale uważa, że osoby decyzyjne zachowały się nieostrożnie. - Osoba, która o godzinie 00:15 wysłała dwa zastępy mogła popełnić błąd. Mamy wrażenie, że nie należało ich posyłać. Trzeba było wstrzymać się. Zbadać stan powietrza i spenetrować go chromatografem, a potem dopiero zdecydować o kontynuacji akcji ratowniczej. Nie chce mówić o błędzie. To daleka nieostrożność tragiczna w skutkach - stwierdza ekspert górniczy, który w swojej karierze kierował wieloma akcjami ratowniczymi. 

Markowski zaznacza jednak, że to ocena, na którą możemy pozwolić sobie, bo znamy skutki. - Nie ma takiego rozwiązania, które dzisiaj można było uznać za optymalne - dodaje Markowski.

Będąc pod kopalniami Pniówek i Zofiówka słyszałem od wielu górników, że nie wierzą w komisje, śledztwa itp. Czy Wyższy Urząd Górniczy oraz prokuratura wyjaśnią przyczyny obu tragedii i ewentualnie wskażą winnych? - Doświadczenia z ostatnich katastrof, zwłaszcza z kopalni Śląsk, raczej wskazują na to, że dochodzimy do tego kto jest winny i są z tego tytułu sankcje. Rozumiem cały klimat braku zaufania i zniecierpliwienia, ale nie można zakładać, że te wszystkie zespoły nie dadzą żadnej sensownej odpowiedzi - komentuje Jerzy Markowski i dodaje - Po pierwsze, bardzo wiele osób przeżyło i jest kogo pytać o każdy moment akcji. Prokuratura i WUG mają do dyspozycji właściwie udokumentowania wskazania sejsmografu, jak i aparatury wskazania stężenie metanu. To wszystko jest na papierze. Mam nadzieję, że WUG będzie analizować mapy pokładu, gdzie nastąpiły te zdarzenie. Ja z map mam więcej wiedzy na temat tego, co się stało, niż miałbym z rozmowy z kimkolwiek.

Pojawiły się wśród górników i mieszkańców opinie, że wybuchy w kopalni Pniówek mogły wpłynąć na wstrząs w kopalni Zofiówka. - Te katastrofy łączy to, że są w tej samej spółce węglowej. Łączy to, że są w tym samym złożu. Łączy to, że prawie ta sama głębokość. Łączy to, że głównym aktorem jest metan. Ale nic więcej nie łączy. Wybuch w kopalni Pniówek nie ma nic wspólnego z inicjacja zdarzenia w kopalni Zofiówka - zaprzecza Jerzy Markowski. Swoją opinię opiera na tym, że inne wyrobiska obu kopalń nie zostały uszkodzone. 

W rozmowie z dr. Markowskim zapytałem również o ogólną sytuację w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Częste zmiany w zarządzie, niedawne "odwołanie" dyrektora Pniówka i wiele innych dziwnych decyzji kadrowych. Czy taka "atmosfera" pracy może wpłynąć na podejmowanie złych decyzji? - Wszyscy wiedzą, że JSW kierują związkowcy. To związkowcy wymuszają zmiany kadrowe. To związkowcy rekomendują na funkcje. To związkowcy kreują politykę kadrową w tej spółce. To nie wina związkowców. To wina właściciela, żeby tak było - twierdz Markowski. Według niego w nominacjach "dominuje kryterium niekompetencji". - W zarządzie JSW nie ma ani jednej osoby, która kierowała kopalnią. W całej radzie nadzorczej nie ma ani jednej osoby, która pracowała w górnictwie - komentuje. 

Od 1990 roku wiceministrów odpowiedzialnych o górnictwo było 36 łącznie ze mną. Wśród tych 36 tylko trzech było dyrektorami kopalń.”

mówi dr jerzy markowski.

Ekspert zaznacza, że w takiej sytuacji dyrektor kopalni nie ma do kogo udać się ze swoimi problemami, ponieważ nikt nie zrozumie skomplikowanych zagadnień technicznych. 


 

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3