Rząd chce, żeby w niedzielę o godzinie 8:41 zabrzmiały systemy alarmowe w Polsce. Wszystko z powodu rocznicy katastrofy smoleńskiej. Włodarze miast z województwa śląskiego sprzeciwiają się tej decyzji.
W niedzielę, 10 kwietnia obchodzimy 12. rocznicę katastrofy smoleńskiej, w której zginęli m.in. prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, przedstawiciele administracji publicznej, posłowie i senatorowie. W całej Polsce odbędą się liczne uroczystości związane z tą tragedią. Minister Spraw Wewnętrznych poinformował, że w niedzielę o godzinie 8:41 zawyją syreny w całym kraju. O tej godzinie, 10 kwietnia 2010 roku doszło do katastrofy.
- Jutro o godz. 8:41, w hołdzie Ofiarom Katastrofy Smoleńskiej, zawyją syreny alarmowe we wszystkich województwach w całym kraju. Pamiętamy o tych, którzy 12 lat temu chcąc upamiętnić poległych w Katyniu, sami zapłacili najwyższą cenę - napisał minister na Twitterze.
Oficjalnie będzie to test systemu alarmowego, ale jego sens jest jasny. Podobna praktyka ma miejsce co roku 1 sierpnia o godzinie 17:00 na cześć wybuchu Powstania Warszawskiego. Decyzja użycia syren spotkała się z wieloma głosami sprzeciwu. Opozycja i samorządowcy uważają, że może to zaszkodzić uchodźcom z Ukrainy, dla których dźwięk syren oznacza jedno: możliwą śmierć.
Włączeniu syren sprzeciwił się prezydent Bytomia, Mariusz Wołosz.
To miasta, w których sygnał syreny alarmowej był ostrzeżeniem przed zbliżającym się bombardowaniem. Ci ludzie zmagają się z gigantyczną traumą. Są pod opieką psychologów, ponieważ zamierają na widok munduru, paraliżuje ich sygnał przejeżdżającej karetki - tłumaczy Wołosz.
Podobne stanowisko przyjął Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca. - W Sosnowcu, w niedzielę, syreny nie będą wyły. To zbyt traumatyczne dla naszych gości z Ukrainy, ale też dla Polaków żyjących w stresie od początku wojny - stwierdził
- Taki niespodziewany sygnał byłby ogromną traumą dla tysięcy Ukraińców, którzy znaleźli u nas schronienie. Pamiętajmy, że w ostatnich tygodniach ukrywali się oni w swojej ojczyźnie przed bombami najeźdźców w piwnicach i schronach, a sygnał alarmowy za każdym razem przypominał im, że ich zdrowie i życie są realnie zagrożone - powiedział Marcin Krupa, prezydent Katowic w rozmowie z Wyborczą. Stolica województwa również nie weźmie w tym udziału.
Syreny nie zawyją także w Dąbrowie Górniczej. - Uważam, że regularne testowanie systemów alarmowych jest niezbędne, ale robienie tego w obecnej sytuacji bez poprzedzenia testu szeroką informacją, że „są to tylko ćwiczenia” wywoła niepotrzebny niepokój wśród mieszkańców. Dlatego też przeprowadzimy miejski test syren, ale w innym terminie o którym z odpowiednim wyprzedzeniem poinformujemy mieszkańców - komentuje Marcin Bazylak, prezydent miasta.
Do bojkotu dołączają kolejne miasta i gminy z województwa śląskiego.