Do dzisiaj pracownicy Ruchu Chorzów mają dostać zaległe wypłaty. Mówi się, że potrzebnych jest około 600 tysięcy złotych, aby zespół mógł dalej funkcjonować. Marcin Waszczuk, który jest jedynym przedstawicielem zarządu, robi wszystko, aby pozyskać brakujące fundusze. Kibice klubu są jednak przeciwni ratowaniu spółki.
W miniony piątek pracownicy Ruchu Chorzów wraz z wiceprezesem Marcinem Waszczukiem zorganizowali konferencję prasową. Uświadomili wówczas opinię publiczną o prawdziwej skali problemu, który dotknął klub. Okazało się, że potrzebnych jest "na już" około 600 tysięcy złotych. Ponadto na światło dzienne wyszła afera z wyciągnięciem pieniędzy z Akademii przez jednego z akcjonariuszy. Kibice nadal nie wycofali się z buntu. Członek stowarzyszenia Wielki Ruch Grzegorz Joszko oraz organizator sektora rodzinnego Szymon Michałek sprzeciwiają się takiemu ratowaniu klubu. Innego zdania jest Marcin Waszczuk.
Mamy sponsora, ale o nich będziemy oficjalnie informować. Od paru dni jest mnóstwo przekłamań. Wczoraj pojawiły się np. kwoty 300-400 tysięcy złotych. Nie wiem skąd ludzie to biorą. Dlatego powstrzymuje się od komentarzy na temat sponsorów (..) Nie bierzemy też żadnych pożyczek. Załatwiamy wszystko ze sponsorami. Chcemy klub uratować, a nie na nowo go pogrążać (…) Nie można tak powiedzieć, że kibice są przeciwni. Mam z nimi kontakt i środowisko jest podzielone. Są zwolennicy wycofania się z bojkotu i rzetelnej pracy.
Powiedział w rozmowie z S24 wiceprezes Ruchu Chorzów.
Kibice Niebieskich w ostatnich dniach wyrazili swoje niezadowolenie w stosunku akcjonariuszy. Celem ich ataków stali się prezydent Andrzej Kotala oraz prezes firmy Adomed - jeden z akcjonariuszy klubu.
Wiceprezes liczy na znalezienie wspólnego języka z fanami, którzy ogłosili bojkot - Bardzo wierzę w to, że kibice przyjdą i będziemy razem współpracować. Nie zrobimy ich w „jajo”. Będziemy razem decydować o kolejnych krokach (…) Nie jestem kontynuatorem interesów akcjonariuszy. Jestem po to, aby wyprostować tę patologię i żeby klub funkcjonował dobrze.
Rzecznik prasowy Tomasz Ferens zapewnia, że jeżeli pracownicy otrzymają dzisiaj pieniądze, to wracają do pracy - Nasze postulaty były takie, żeby naszym pracownikom, razem z trenerami, wyrównano płace do maja oraz były środki na aktualne działanie. Jeżeli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B.
Wiceprezes Waszczuk obiecuje, że gdy tylko środki przyjdą, to od razu zostaną rozdzielone pomiędzy pracowników - Dzisiaj jest nasz deadline. Kiedy wpłynie przelew od sponsora, to jesteśmy gotowi zapłacić pracownikom - wspomniał również, iż ma gwarancję od akcjonariuszy, że to zarząd będzie dysponował pieniędzmi na ten moment. Na pytanie o ogłoszeniu upadłości spółki i rozpoczęcia wszystkiego od nowa zareagował nerwowo.
Jest taka prosta filozofia, że zaraz klub upadnie i zaczniemy wszystko od nowa. Ale to niemożliwe. Tej upadłości nie będzie, bo nie mamy majątku, aby ją ogłosić. Najlepszym rozwiązaniem będzie poukładać to w zdrowy sposób. Odciąć się od długów i szukać sponsorów oraz nowych rozwiązań.
Skomentował Marcin Waszczuk.
Trwa teraz szukanie pieniędzy, które pozwolą również na rozpoczęcie rywalizacji w 3. lidze oraz na spłatę długów. Potrzeby są bardzo duże, a czasu jest coraz mniej. Marcin Waszczuk ma nadzieję, że Ruch rozegra w najbliższy weekend pierwszy ligowy mecz - Mieliśmy spotkanie z osobami z crowdfundingu, tego samego, który był organizowany dla Wisły Kraków. Dzisiaj rozmawiałem z osobą, która pozyskuje granty ze środków Unii Europejskiej dla klubów sportowych i obozów szkoleniowych.
Problem tkwi w tym, że Wisła Kraków miała więcej czasu i wsparcie swoich kibiców. Ruch Chorzów znajduje się w gorszej sytuacji. Miasto Chorzów obiecało 4 miliony złotych za wykonanie usług promocyjnych. Nie będzie to możliwe, dopóki pracownicy nie wrócą do pracy. W dodatku Ruch musi spłacić kolejne raty kredytowe i opłatę licencyjną. Wspomniane 600 tysięcy złotych to kropla w morzu potrzeb. Największe stowarzyszenia kibicowskie chcą rozpocząć wszystko od początku. Nie chcą „podtrzymywać trupa” – jak piszą niektórzy na klubowym forum internetowym. Wydaje się, iż sama wiara wiceprezesa Waszczuka to za mało, żeby uratować Ruch Chorzów od całkowitego upadku.
O godzinie 12. UM Chorzów poinformował, że Ruch Chorzów złożył w Urzędzie Miasta pismo o zmianę harmonogramu w ramach umowy na promocję przez sport. Spółka przedstawiła również sprawozdanie dotyczące wykonanych działań promocyjnych. W Urzędzie Miasta natychmiast rozpoczęła się procedura szacowania wartości wymienionych świadczeń, spółka została wezwana także do uzupełnienia dokumentacji.