Zatrzymany w Chorwacji i przewieziony do Polski Roman S. nie jest jedynym żyjącym b. zomowcem, wciąż nieosądzonym w sprawie strzelania do górników w kopalni "Wujek". IPN ścigał także Jana P., który również wyjechał za granicę, unikając zarzutów, oskarżenia i procesu. Jego sprawa jest już jednak umorzona.
Roman S. jest jednym z dwóch b. członków plutonu specjalnego ZOMO, którzy wyjechali z kraju na początku lat 90., kiedy ówczesna Prokuratura Wojewódzka w Katowicach zajęła się sprawą pacyfikacji śląskich kopalń i zaczęła stawiać zarzuty. S. zmienił nazwisko i zrzekł się obywatelstwa polskiego na rzecz niemieckiego.
Byłego funkcjonariusza plutonu specjalnego Pułku Manewrowego Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach, zatrzymano 17 maja w Chorwacji, od czwartkowego wieczoru jest już w rękach policji w Polsce. Mężczyzna na stałe przebywał w Niemczech. Władze Chorwacji zdecydowały o wydaniu podejrzanego polskim organom wymiaru sprawiedliwości.
Podejrzany ma być przesłuchany w najbliższych dniach przez prokuratora z katowickiego IPN. Grozi mu do 10 lat więzienia. Według ustaleń prokuratury, 16 grudnia 1981 r. podczas stanu wojennego strzelał do górników kopalni "Wujek". W śledztwie IPN Roman S. był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania.
Na początku 2004 r. katowicki sąd wydał na wniosek IPN postanowienie o aresztowaniu b. zomowców, co pozwoliło na wystawienie listów gończych wobec obu podejrzanych. W styczniu 2013 r. Instytut przesłał do sądu wniosek o wydanie za S. i P. Europejskich Nakazów Aresztowania. W przypadku S. sąd się do tego przychylił, nie zgodził się natomiast na ściganie P.
Podczas stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., w czasie pacyfikacji strajku w KWK "Wujek" w Katowicach milicja użyła broni palnej. Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu protestujących górników, a ponad 20 innych zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego. (PAP)
Foto: IPN