22 lutego około godziny 23 w Studzienicach koło Pszczyny doszło do katastrofy śmigłowca. Dwie osoby zginęły, zaś dwie były ranne.
W tym tragicznym zdarzeniu zginął lokalny biznesmen Karol Kania oraz jego pilot. Maszyna spadła w lesie, na bagiennym terenie przy rzece Dokawa. Świadkiem był jeden z okolicznych mieszkańców, który doprowadził służby do miejsca wypadku.
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport dotyczący tej katastrofy.
Dnia 22 lutego 2021 roku około godziny 22:27 UTC pilot z trzema pasażerami na pokładzie śmigłowca Bell 429, SP-KKS, wystartował do lotu prywatnego z lądowiska znajdującego się w odległości około 5 NM na północ od miejscowości Opole. Pilot nie składał planu lotu, jak również nie nawiązywał łączności radiowej ze służbami ruchu lotniczego. Około godziny 22:28 UTC utracono kontakt radarowy ze śmigłowcem, następnie około godziny 22:34 UTC pojawiło się pierwotne echo radarowe z dużym prawdopodobieństwem odpowiadające w/w śmigłowcowi. Było ono nieprzerwanie śledzone przez system radarowy do godziny 22:51 UTC, kiedy kontakt radarowy został ostatecznie utracony. Śmigłowiec mógł znajdować się wtedy w odległości około 10 NM od lądowiska EPPY (Pszczyna) - czytamy w szczegółowej relacji PKBWL.
Raport potwierdza, że śmigłowiec uderzył w drzewa - Podczas podejścia do lądowania około godz. 23:00 UTC doszło do zderzenia śmigłowca z wysokimi drzewami w lesie, a następnie z ziemią. Pilot i pasażer zajmujący miejsce obok pilota ponieśli śmierć. Dwoje pasażerów zajmujących miejsca w przedziale pasażerskim doznało poważnych obrażeń ciała. Śmigłowiec uległ zniszczeniu.
Mimo licznych zniszczeń, śledczym udało się zbadać stan techniczny śmigłowca. Jak wynika ze wstępnego raportu, maszyna była sprawna.
- Zachowane po wypadku elementy układu sterowania poruszały się płynnie, bez zacięć. Pedały orczyka po obu stronach kabiny pomimo deformacji pozostały połączone kinematycznie i dawały się poruszyć, przekazując ruchy na dalsze elementy układu sterowania. Podobnie rzecz miała się w przypadku układu dźwigni i popychaczy umieszczonych pod podłogą kabiny, a idących od przełamanych drążków sterowych. Przekładnia ogonowa, wraz z pozostałym fragmentem wału napędowego wirnika ogonowego zachowały możliwość ruchu a przeprowadzone oględziny wykluczyły możliwość zaistnienia niesprawności tego podzespołu w locie - czytamy w raporcie.
Raport informuje również, że biznesmen oraz pilot, którzy siedzieli z przodu, nie mieli większych szans na przeżycie. Świadczy o tym stan drążków, które zostały połamane najprawdopodobniej na wskutek kolizji z ciałami - Drążki (zarówno lewy jak i prawy) zostały połamane – najprawdopodobniej na skutek kolizji z ciałami osób zajmujących przednie fotele śmigłowca. Lewy drążek uległ złamaniu w jednym, a prawy w dwóch miejscach, co świadczy o dużej sile uderzenia ciała pilota o drążek - ocenia PKBWL.
Wypadek miał miejsce ok. 300 m od miejsca zamierzonego lądowania; reflektor lądowania był wysunięty; w zbiornikach śmigłowca było około 300 l paliwa; paliwo i olej były czyste i nie zawierały wody; wszystkie detektory opiłków były czyste; wały napędowe obu silników obracały się w momencie wypadku; śmigłowiec nie był wyposażony w FDR; ze śmigłowca wymontowano ADIU, FADEC i DCU - wszystkie wyglądają jak nowe, bez widocznych uszkodzeń
wstępny raport PKBWL
Z raportu wynika, że pilot miał ważną licencje oraz był zdrowy. Nie miał jednak doświadczenia w lataniu modelem Bell 429. Maszyna była sprawna. Nie zabrakło paliwa.