Powstał wstępny raport z katastrofy śmigłowca, w której zginął Karol Kania

Csm csm mid 21223013 e62c8b113a ac0860f537

Redakcja

1 kwietnia 2021

22 lutego około godziny 23 w Studzienicach koło Pszczyny doszło do katastrofy śmigłowca. Dwie osoby zginęły, zaś dwie były ranne.

W tym tragicznym zdarzeniu zginął lokalny biznesmen Karol Kania oraz jego pilot. Maszyna spadła w lesie, na bagiennym terenie przy rzece Dokawa. Świadkiem był jeden z okolicznych mieszkańców, który doprowadził służby do miejsca wypadku.

Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport dotyczący tej katastrofy. 

Dnia 22 lutego 2021 roku około godziny 22:27 UTC pilot z trzema pasażerami na pokładzie śmigłowca Bell 429, SP-KKS, wystartował do lotu prywatnego z lądowiska znajdującego się w odległości około 5 NM na północ od miejscowości Opole. Pilot nie składał planu lotu, jak również nie nawiązywał łączności radiowej ze służbami ruchu lotniczego. Około godziny 22:28 UTC utracono kontakt radarowy ze śmigłowcem, następnie około godziny 22:34 UTC pojawiło się pierwotne echo radarowe z dużym prawdopodobieństwem odpowiadające w/w śmigłowcowi. Było ono nieprzerwanie śledzone przez system radarowy do godziny 22:51 UTC, kiedy kontakt radarowy został ostatecznie utracony. Śmigłowiec mógł znajdować się wtedy w odległości około 10 NM od lądowiska EPPY (Pszczyna) - czytamy w szczegółowej relacji PKBWL.

Raport potwierdza, że śmigłowiec uderzył w drzewa - Podczas podejścia do lądowania około godz. 23:00 UTC doszło do zderzenia śmigłowca z wysokimi drzewami w lesie, a następnie z ziemią. Pilot i pasażer zajmujący miejsce obok pilota ponieśli śmierć. Dwoje pasażerów zajmujących miejsca w przedziale pasażerskim doznało poważnych obrażeń ciała. Śmigłowiec uległ zniszczeniu.

Mimo licznych zniszczeń, śledczym udało się zbadać stan techniczny śmigłowca. Jak wynika ze wstępnego raportu, maszyna była sprawna.

Zachowane po wypadku elementy układu sterowania poruszały się płynnie, bez zacięć. Pedały orczyka po obu stronach kabiny pomimo deformacji pozostały połączone kinematycznie i dawały się poruszyć, przekazując ruchy na dalsze elementy układu sterowania. Podobnie rzecz miała się w przypadku układu dźwigni i popychaczy umieszczonych pod podłogą kabiny, a idących od przełamanych drążków sterowych. Przekładnia ogonowa, wraz z pozostałym fragmentem wału napędowego wirnika ogonowego zachowały możliwość ruchu a przeprowadzone oględziny wykluczyły możliwość zaistnienia niesprawności tego podzespołu w locie - czytamy w raporcie.

Raport informuje również, że biznesmen oraz pilot, którzy siedzieli z przodu, nie mieli większych szans na przeżycie. Świadczy o tym stan drążków, które zostały połamane najprawdopodobniej na wskutek kolizji z ciałami - Drążki (zarówno lewy jak i prawy) zostały połamane – najprawdopodobniej na skutek kolizji z ciałami osób zajmujących przednie fotele śmigłowca. Lewy drążek uległ złamaniu w jednym, a prawy w dwóch miejscach, co świadczy o dużej sile uderzenia ciała pilota o drążek - ocenia PKBWL.

Wypadek miał miejsce ok. 300 m od miejsca zamierzonego lądowania;  reflektor lądowania był wysunięty;  w zbiornikach śmigłowca było około 300 l paliwa; paliwo i olej były czyste i nie zawierały wody;  wszystkie detektory opiłków były czyste;  wały napędowe obu silników obracały się w momencie wypadku;  śmigłowiec nie był wyposażony w FDR;  ze śmigłowca wymontowano ADIU, FADEC i DCU - wszystkie wyglądają jak nowe, bez widocznych uszkodzeń

wstępny raport PKBWL

Z raportu wynika, że pilot miał ważną licencje oraz był zdrowy. Nie miał jednak doświadczenia w lataniu modelem Bell 429. Maszyna była sprawna. Nie zabrakło paliwa. 

Poprzedni artykuł

Następny artykuł

13 o

katowice

Wspaniałe powietrze!

PM10: 6.4µg/m3 PM2.5: 5.8µg/m3