Dziś turyści ze Śląska, którzy są na tyle zdrowi, by powrócić do Polski wyjadą z Węgier. O reszcie decydują lekarze na miejscu - informuje RMF FM.
W niedzielę ok. godz. 6 rano w okolicy miejscowości Kiskunfélegyháza na południu Węgier doszło do wypadku autokaru, wiozącego polskich turystów z Bułgarii do kraju. Jechało nim 46 osób, wśród nich dwóch kierowców. Jeden z pasażerów zginął na miejscu, trzy osoby doznały poważniejszych obrażeń.
Jeszcze w niedzielę po południu na miejsce dotarł inny autokar, mający zabrać do Polski pasażerów, którzy nie doznali poważniejszych ran. Do poniedziałkowego poranka nie zapadła jednak decyzja o jego powrocie.
"Nie wiemy, jak lekarze wypuszczą i o której wypuszczą (pasażerów – PAP). (Pasażerowie – PAP) mogą być z powrotem jutro rano – nie wiem, naprawdę trudno mi powiedzieć"
przekazał wcześniej dyrektor i właściciel bielskiego biura podróży Marco, które było organizatorem wyjazdu, Marek Sanetra
Zapewnił, że osoby, które po wypadku nie zostały w szpitalach, noc spędziły w hotelu, dostały też wyżywienie. "Cały czas jest opieka, ja koordynuję wszystkim, wszystko mają zapewnione. Bezpieczeństwo ludzi jest dla mnie najważniejsze" – zaznaczył Sanetra.
Po wypadku Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że wskutek wypadku jeden z pasażerów zginął, a 24 osoby znalazły się w szpitalu, wśród nich trzy w stanie ciężkim.
W niedzielę wieczorem telewizja węgierska informowała, że na miejscu zmarł 35-letni mężczyzna, który wypadł przez okno i został przygnieciony przez autokar. Jeszcze zanim na miejsce przybyły służby ratownicze, wielu pasażerów samodzielnie wydostało się z pojazdu
Na miejsce skierowano dwa śmigłowce i 14 karetek, a poszkodowanych przewieziono do czterech szpitali: w Kesckemecie, Segedynie, Kiskunhalas i Szentes. Poważniejsze obrażenia odniosły trzy osoby, w tym chłopiec w wieku około 5 lat. Pozostałe 42 osoby też przewożono do szpitali na badania i obserwację.
Według informacji służb wojewody śląskiego większość z grupy, która podróżowała autokarem, to mieszkańcy woj. śląskiego, m.in. Bielska-Białej, Tychów i Żywca, a także m.in. kilka osób z Lublina.
Według niedzielnych informacji MSZ poszkodowani zostali objęci opieką polskich służb konsularnych: na miejsce zdarzenia udał się Konsul RP w Budapeszcie, był tam też konsul honorowy, który w szpitalu pomagał lekarzom i policji w porozumiewaniu się z poszkodowanymi.
Do wypadku doszło na autostradzie M5 koło miasta Kiskunfélegyháza, która jest jedną z głównych magistrali komunikacyjnych kraju. Liczące ponad 30 tys. mieszkańców Kiskunfalegyhaza to miasto w komitacie Bacs-Kiskun, w środkowej części Międzyrzecza Dunaju i Cisy.
Polski autokar z tyską rejestracją z nieustalonych na razie przyczyn zjechał do przyautostradowego rowu. Początkowo podawano, że wypadek miał miejsce ok. godz. 2.30; potem węgierska policja zweryfikowała, że nastąpił ok. godz 6. Według węgierskiej policji moment wypadku miała nagrać kamera samochodu jadącego za autokarem.
PAP/RMF.FM