Policjanci wzięli sobie do serca ostatni "apel" premiera Mateusza Morawieckiego i na części śląskich dróg przeprowadzali kontrole. Z jednej strony poprawa bezpieczeństwa, z drugiej obrazki rodem ze stanu wojennego. Bo choć ustawowego zakazu przemieszczania nie było, to kontrole wyglądały, jakby jednak ustawa weszła w życie.
Nasi Czytelnicy informowali o zorganizowanych patrolach, które kontrolowały niektóre trasy wylotowe m.in. z Katowic. W kierunku Tychów, Chorzowa i Sosnowca ustawiło się nawet po kilka radiowozów, które stanowiły naturalną blokadę. Kontrolowano większość aut jadących po godz. 19, czyli teoretycznie tej, o której mówił premier, że będzie początkiem godziny policyjnej.
Policjanci - jak relacjonują Czytelnicy - dopytywali, czy kierujący wiedzą, że jest zakaz poruszania się i najczęściej pouczali kierowców. Wrażenie jakie robiło to na wielu starszych kierowcach było jednak piorunujące.
- Pamiętam jak to było podczas stanu wojennego, na rogatkach miast patrole milicji i wojska, kontrola każdego auta. Wróciły wspomnienia - mówi nam wstrząśnięty pan Wojciech.
W niektórych miejscach, jak np. na wylotówce z Katowic do Sosnowca policjanci zatrzymywali ruch i spisywali każdego - informują Czytelnicy.
Foto: Screen Centralny Szpital Psychiatryczny FB