O zaniechanie wykaszania traw w trakcie suszy zaapelowała do władz i mieszkańców swoich 41 miast i gmin członkowskich Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. W przesłanie apelu włączyły się już władze niektórych miast GZM, które zamierzają tworzyć utrzymujące wilgoć łąki.
Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM) powstała 1 lipca 2017 r., a zaczęła działać od 1 stycznia 2018 r. Organizacja, mocą ustawy przygotowanej przez rząd specjalnie dla regionu, skupia 41 miast i gmin centralnej części woj. śląskiego, zamieszkanych przez blisko 2,3 mln osób. Jednym z jej ustawowych zadań jest zagospodarowanie przestrzenne.
Metropolia od wielu miesięcy angażuje się w przedsięwzięcia związane z ładem przestrzennym i ochroną środowiska. W ub. roku ukierunkowała swój fundusz, mający służyć zmniejszaniu nierówności między poszczególnymi gminami członkowskimi, na działania związane z oszczędnością energii i ograniczaniem niskiej emisji.
W kontekście m.in. ostatnich dwóch miesięcy suszy jej władze wskazały w piątek, że poszukując naturalnych sojuszników „w walce o przetrwanie”, jednym z najłatwiejszych sposobów jest zrezygnowanie bądź ograniczenie do minimum koszenia miejskich trawników.
„Wysoka trawa utrzymuje wilgoć i zapobiega erozji ziemi i jej przesuszaniu. Skoszony trawnik, aby był intensywnie zielony, musi być regularnie podlewany. To w perspektywie nadchodzących jeszcze większych susz jest działaniem nieracjonalnym. Woda staje się w tym czasie bezcenna i powinniśmy nią rozsądnie gospodarować” - napisano w apelu umieszczonym w piątek na facebookowym profilu GZM.
„Wysoka trawa pomaga także obniżyć temperaturę powietrza. Nie bez znaczenia jest również to, że trawa, zwłaszcza w wybetonowanych miastach, jest +fabryką+ tlenu i pochłaniaczem dwutlenku węgla. Jest też często jedynym rezerwuarem bioróżnorodności. Zadbajmy więc o naszego naturalnego sojusznika i pozwólmy rosnąć trawie!” - zaapelowały władze Metropolii.
Zgodne z tą ideą działania podjęły już w ostatnim czasie niektóre miasta GZM. Zakład Zieleni Miejskiej w Katowicach zapowiedział, że zaniecha w tym roku koszenia blisko 50 tys. metrów kwadratowych terenów zielonych, aby dać szansę dziko rosnącym łąkom.
Już od dwóch lat sianie i utrzymywanie łąk kwietnych zakłada tamtejszy projekt KATOobywatel, mający zwiększać poczucie wpływu mieszkańców na miasto. Dotąd mieszkańcy wskazali pod kątem przekształcenia w łąki ok. 24 tys. m kw. terenów zielonych, drugie tyle wytypował Zakład Zieleni Miejskiej.
Łącznie dało to 50 tys. m. kw. terenów (5 ha), położonych m.in. w Katowickim Parku Leśnym, w parku Murckowskim czy w parku Bolina, a także w pasach drogowych i w innych wskazanych przez mieszkańców miejscach. Dodatkowo na wszystkich pasach drogowych przewidziano cztery zamiast pięciu koszeń w sezonie, a w okresach suszy i upałów trawa ma być koszona wyżej, aby nie dochodziło do jej wypalania.
Jeszcze w ub. roku również samorząd Rybnika zwrócił uwagę na kwitnącą łąkę na tamtejszym rondzie Kozie Górki, u zbiegu ulic Kotucza i Rudzkiej, a także wzdłuż samej ul. Kotucza. Miasto dostrzegając korzyści z takiej formy utrzymania miejskiej zieleni zaczęło planować kolejne miejsca dla łąk kwietnych.
Według ubiegłorocznych danych rybnickiego zarządu zieleni założenie i utrzymanie trawnika z siewu to koszt w ciągu roku średnio ok. 37 zł za m kw., a trawnika z rolki - ponad 56 zł. Różnica wynika z częstszego koszenia trawnika z rolki. Roczna pielęgnacja łąki kwietnej ogranicza się do jednego koszenia, jednego nawożenia przed wysianiem i podlewania. Nie wykonuje się takich zabiegów, jak: wertykulacja, wygrabianie liści czy właśnie częste koszenie.
Podobne argumenty wziął pod uwagę Tyski Zakład Usług Komunalnych, urządzając łąki i informując o nich mieszkańców specjalnymi tabliczkami. Tabliczki „Dzika łąka”, jakie znalazły się m.in. w Parku Łabędzim, mają być informacją, że miejsce ma służyć owadom i że nie będzie koszone tak często, jak inne przestrzenie w mieście.(PAP)