Był europosłem PiS. Chce być senatorem z PO. Marek Migalski rzuca wyzwanie PiS. „Bez mojego udziału ten mandat na pewno przypadnie partii Kaczyńskiego”
- Stawka tej elekcji jest ogromna, a ja nie chcę być w tym historycznym momencie jedynie obojętnym obserwatorem - pisze Marek Migalski.
Marek Migalski będzie kandydatem opozycji w wyborach do Senatu z okręgu 72. Ten obejmuje powiaty raciborski i wodzisławski, a także miasta Jastrzębie-Zdrój i Żory. To okręg kiedyś senatora, dziś ministra Gawędy. Po co Migalskiemu mandat senatora? Jak tłumaczy powody ma dwa: zatrzymanie PiS i jego stylu zawłaszczania PiS oraz "wyzwanie" rzucone przez Jarosława Kaczyńskiego.
- Pan Kaczyński uznał, że wyborcy z naszego okręgu są jak chłopi pańszczyźniani, których mąż przekaże swoje żonie, bo sam zapragnął być teraz posłem. To było jak plunięcie w twarz mnie i tutejszym wyborcom – także tym popierającym PiS. Żona senatora Gawędy jest na pewno sympatyczną osobą, ma zakład fotograficzny i maturę; jestem przekonany, że jest zarówno dobrym człowiekiem, świetną żoną i dobrym fotografem, ale czy naprawdę mieszkańcy mojego Raciborza, a także Jastrzębia, Wodzisławia i Żor nie zasługują na los lepszy, niż bycie majątkiem Państwa Gawędów, który to „majątek ruchomy” mąż przekaże w darze żonie? To jednak krzycząca bezczelność – nie tyle ich samych, co prezesa PiS. Jeszcze nie jest za późno, by zastopować proces przyznawania przez Naczelnika Państwa ziem polskich, wraz z ich mieszkańcami, podległym sobie partyjniakom - pisze Marek Migalski.
Marek Migalski swoje szanse na pokonanie kandydatki PiS ocenia obecnie na nie więcej, niż 40 proc.
- Warto jednak powalczyć, by mandat nie przypadł w udziale partii ograniczającej wolność i demokrację - przekonuje Migalski.
Były europoseł PiS zapewnia, że jest człowiekiem "zadowolonym ze swojego życia". Dlaczego chcę to wszystko porzucić i stanąć do nierównej walki o tytuł senatora?
- Wybory 13 października będą rodzajem referendum. Albo wybierzemy w nich polityków otwartych, tolerancyjnych, proeuropejskich, sprawnych i szanujących poglądy innych, albo zafundujemy sobie aksamitny zamordyzm, pół-demokrację, hybrydową dyktaturę i ustrój, w którym inaczej myślących będzie można poniżać, obrażać, a w ostateczności bić. W takiej chwili nie mogę stać z boku i bezczynnie przyglądać się temu starciu. Stąd moja decyzja i prośba do Państwa o głosy i poparcie mnie - pisze Marek Migalski.