Wczoraj dr hab. Marek Migalski zapowiedział happening sesji zdjęciowej w studiu fotograficznym swojej wyborczej konkurentki. Nie musiał długo czekać na odpowiedź.
- Nie mam już wolnych terminów przed 12 października – taką odpowiedź otrzymał doktor w oficjalnym liście. W zamian za to poleca swojego znajomego fotografa, który ma luźniejszy grafik.
W dalszych słowach w delikatny sposób szczypie Marka Migalskiego słowami
„chętnie zajmę się zorganizowaniem dla pana szałowej sesji ślubnej (może być nawet na Malediwach)”
W dalszej części w gorzkich słowach udziela rad, aby zajął się kampanią, a nie organizowaniem happeningu „za plecami” drugiej strony.
Zobaczcie całość listu:
