W środę w Sejmie odbyło się niejawne posiedzenie dot. cyberbezpieczeństwa. To efekt włamania na prywatną skrzynkę e-mail Michała Dworczyka oraz publikacje za pośrednictwem Telegrama rzekomych wiadomości, które wysyłali sobie członkowie rządu - w tym premier Mateusz Morawiecki.
W ubiegły piątek szef kancelarii premiera, Michał Dworczyk przyznał, że doszło do włamania na jego prywatny adres e-mail. Przez weekend za pośrednictwem rosyjskiej platformy Telegram ktoś opublikował ponad 80 screenów, które rzekomo mają być wykradzionymi wiadomościami z poczty Dworczyka. Znalazła się wśród nich informacja o tym, że rząd miał planować w październiku użycie wojska w celu rozładowania napięcia wynikającego z fali protestów Strajku Kobiet. Dworczyk zapewnił, że na jego prywatnej poczcie nie było poufnych informacji, zaś część opublikowanych maili została podrobiona.
W środę odbyło się w tej sprawie niejawne posiedzenie Sejmu - pierwsze od 2014 roku. Onet informuje, iż Klaudia Jachira, posłanka KO, wywołała do "tablicy" Jarosława Kaczyńskiego, wicepremiera ds. bezpieczeństwa. Prezes Prawa i Sprawiedliwości na mównicy sejmowej miał powiedzieć, że Moskwa ma gotowe plany inwazji na Polskę, a cyberataki są tego dowodem.
Podczas niejawnego posiedzenia miała paść też informacja o tym, iż trwają przygotowania do zmiany w prawie, które mają doprowadzić do poprawy cyberbezpieczeństwa w Polsce. Opozycja martwi się, że może to wpłynąć na ograniczenie swobody obywateli w internecie.
Uważam, że ten rząd w przyszłości, w ciągu najbliższych tygodni, miesięcy będzie chciał być może uderzyć w wolność internetu - mówił Cezary Tomczyk po wyjściu z niejawnego posiedzenia.
Wszystkie państwa na świecie będą przedmiotem takich ataków, są przedmiotem takich ataków. To, co należy do nas wszystkich, to żebyśmy starali się je ograniczeniach - powiedział rzecznik rządu, Piotr Müller