Miała poukładane życie: rodzina, dom, państwowa posada. Zwyczajnie, jak tysiące kobiet. Miałam też jednak poczucie, że to wszystko zaczyna mi przepływać przez palce: dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Ciągle to samo i tak samo, a ja czułam się wypalona – opowiada Agata Stencel. Wizja zmian powodowała jednak stres.
Coraz większy bo wyrwanie się z dobrze znanej stabilizacji i wypłynięcie na nieznane wody rodziło niepokój, ale też wielkie nadzieje, że jeszcze można zrobić coś wyjątkowego. Nigdy nie przypuszczała, że stanie się to przez... chorobę.
Piękna od zaraz
Zawsze interesowałam się zdrowym stylem życia, modą, nowościami kosmetycznymi. Tyle, że wyłącznie we własnych czterech ścianach. Dzięki temu, że wraz z grupą świetnych kobiet założyłam grupę biznesową – wszystko się zmieniło. Stałam się liderką, odpowiadałam za podległe mi osoby, organizację, działania promocyjne. To się chyba nazywa „efekt wow” – przyznaje Agata. Wreszcie czułam, że naprawdę żyję, jestem spełniona, radosna.
Radość nie trwała jednak długo. Zaczęła czuć się gorzej, ubywało jej sił. Do tego dziwny ból, jakby ukłucie. Badania, oczekiwanie na wyniki, później diagnoza i wielki szok. Nowotwór złośliwy piersi. Myślałam, ze lekarz się pomylił – opowiada Agata. Pomimo mojego optymizmu - byłam wtedy w rozpaczy. Wydawało się, że cały misternie ułożony plan nowego zawodowego życia właśnie legł w gruzach.
Nie tak miało być
Najpierw "czerwona" chemia, potem radioterapia, chemia celowana i hormonoterapia. Wtedy przyszedł moment, kiedy pomyślała o tym, że to wszystko dzieje się w jakimś celu. Tylko co to za lekcja? Było mi bardzo ciężko, ale myślałam wtedy o tym, żeby walczyć o siebie, iść do przodu dla dzieci, męża, rodziny i tych kobiet, które na mnie czekają. Trwało to ponad dwa lata. W szpitalach i przychodniach panie często pytały mnie o to, co robię, że tak dobrze wyglądam. Odpowiadałam, że czuję się bardzo dobrze, ponieważ wiedziałam, że pozytywne nastawienie to podstawa – relacjonuje Agata Stencel.
Pójść tym śladem
Im więcej czasu spędzała w poczekalniach, rejestracjach do gabinetów, im więcej kilometrów przeszła szpitalnymi korytarzami, tym mocniej zdawała sobie sprawę, że dla wielu kobiet początek choroby jest… końcem kobiecości. Cienie do powiek, szminki czy pudry lądują na dnie szuflady. Tak nie powinno być. Dla kobiety atrakcyjny wygląd, bycie zadbaną to szansa na stworzenie swojej kobiecości od nowa po chorobie. To już nie to samo, ale przecież to, co najważniejsze tkwi w naszych głowach, tylko musimy to sobie odpowiednio poukładać – dodaje.
Telefon ze szpitala
Dziś do szpitala Agata Stencel wbiega, najczęściej z walizką na kółkach i kilkoma kosmetyczkami, w których musi się zmieścić to, co najważniejsze: kredki, cienie, tusze, szminki, błyszczyki. Zaczynamy lekcję! – ogłasza od progu. Lekcję tego, jak radzić sobie w czasie i po chorobie, jak nie zatracić poczucia kobiecości. Wykonać idealny makijaż, kamuflować niedoskonałości, podkreślać to, co najpiękniejsze. Do tego jak troszczyć się o skórę, która w czasie choroby też dostaje za swoje. Pacjentki zwykle na początku są nieco onieśmielone, później rusza lawina pytań – opowiada.
Powtórka z choroby
Wydawało się, ze najgorsze już minęło. Pewnego dnia, wysiadając z samochodu, upadła tak niefortunnie, że złamała nogę. Konieczna była skomplikowana operacja. Lekarz powiedział, że nie będę chodzić przez rok, a o obcasach mogę na zawsze zapomnieć. Postanowiłam inaczej! – relacjonuje Agata. Już po pół roku stanęła na nogi, powrót do ukochanych szpilek trwał zdecydowanie dłużej. W ciągu sześciu lat kilka razy podejrzewano u mnie nawrót choroby, miałam również początki sepsy. Zrobiłam krok do tyłu. Zatrzymałam się. Skupiłam się na swoim zdrowiu. W tym czasie określiłam dokładnie czego chcę i teraz już wiem: pomagać kobietom i mężczyznom (bo kto powiedział, że oni nie mogą fantastycznie wyglądać?) w osiągnięciu lepszego samopoczucia, piękniejszego wyglądu, rozwoju osobistego.
Nowa misja
Dziś Agata Stencel jest często zapraszana na przeróżne wydarzenia, spotkania pacjentów czy osób, które przeszły chorobę nowotworową. To daje mi siłę i utwierdza w przekonaniu, że życie po raku zawsze będzie inne, ale nikt nie powiedział, że gorsze!