Katowice
Będzin
Bieruń
Bobrowniki
Bojszowy
Bytom
Chełm Śląski
Chorzów
Czeladź
Dąbrowa Górnicza
Gierałtowice
Gliwice
Imielin
Katowice
Knurów
Kobiór
Lędziny
Łaziska Górne
Mierzęcice
Mikołów
Mysłowice
Ożarowice
Piekary Śląskie
Pilchowice
Psary
Pyskowice
Radzionków
Ruda Śląska
Rudziniec
Siemianowice Śląskie
Siewierz
Sławków
Sosnowiec
Sośnicowice
Świerklaniec
Świętochłowice
Tarnowskie Góry
Tychy
Wojkowice
Wyry
Zabrze
Zbrosławice
16 °C
AAA

Sławni bytomianie - Waldemar Legień. Mistrz, który trafił do Księgi Rekordów Guinnessa

Wiadomości
Pamiętacie bytomskiego mistrza olimpijskiego? O jego sukcesach nie da się zapomnieć. Bytom to miejsce, w którym urodziło się, wychowało, czy startowało wiele sportowych sław, między innymi Waldemar Legień, Lucjan Lis, Józef Szmidt, Edward Szymkowiak, Jan Liberda, Kazimierz Trampisz. Ale dwa złota olimpijskie ma w swoim dorobku właśnie Legień.

Waldemar Legień to ikona bytomskiego judo, tego światowego także. Dwa złote medale olimpijskie, w dwóch różnych kategoriach wagowych. Takie rzeczy udają się tylko tym najwybitniejszym. I taki właśnie był Legień na tatami.

Igrzyska w Seulu w 1988 roku miały być dla Legienia, wówczas zawodnika Czarnych Bytom, złote. Jeszcze przed swoim startem, zdaniem wielu buńczucznie, powiedział że stać go właśnie na złoto. I tak już musiało być. Słowa trzeba było dotrzymać. A potem potwierdzić cztery lata później.

Ale zanim do tego doszło w 1963 roku, dokładnie 28 sierpnia, na świat przyszedł Waldemar Legień, syn Tadeusza i Krystyny. W Bytomiu dorasta, uczy się i trenuje. W 1984 roku kończy samochodówkę, w roku igrzysk w Barcelonie – zostaje magistrem na AWF w Gdańsku.

Na pierwszy trening trafia znacznie wcześniej, mając 9 lat i tak zaczyna się jego przygoda z judo, która trwa do dziś. Wtedy, wiele lat temu Legień mieszkał blisko obiektu Czarnych przy Łużyckiej. I to tam w najważniejszym dla niego klubie, jego portret zawisł w sali treningowej.

Kiedy zaczynał swoją przygodę ze sportem rodem z Japonii nie miał dżudogi, a jego babcia specjalnie pojechała do Łodzi, by kupić płótno żaglowe. To z niego uszyto Waldkowi dżudogę. Chyba na szczęście, bo tego mu nie brakowało na tatami.

Pod okiem trenera Józefa Wiśniewskiego nasz przyszły dwukrotny mistrz olimpijski dojrzewał do swoich sukcesów. A miał ich jak policzymy bez liku. Nie tylko igrzyska, ale także Mistrzostwa Europy i Świata. Choć jak sam przyznawał – wolał być koszykarzem lub lekkoatletą, ale skoro tata zaprowadził go na zajęcia z judo, to już przy tym sporcie pozostał. Wtedy w Bytomiu, dziś we Francji.

Legień mistrzem Europy juniorów zostaje w 1981 roku. Roku dla wielu wyjątkowym, stan wojenny, kryzys gospodarczy, a jednak to w tym czasie wielu naszych sportowców rozwijało swoje talenty, widząc w sporcie drogę do zupełnie innego życia. Waldemar Legień to, co robił, traktował na serio, był niezwykle pracowity, a jak podkreślali jego trenerzy inteligentny, bardzo dokładny i cenił sobie coś, o czym wielu zapominało – technikę i taktykę. Dopracowywał jedno i drugie do perfekcji.

A kiedy przyszło mu walczyć nie tylko na tatami, ale także z chorymi nerkami, dzielnie miesiącami wykonywał polecenie lekarza. To było proste – trochę piwa (Legień był abstynentem) i wbieganie na ostatnie piętro wieżowca po kilkanaście razy na dobę. Legień nie tylko wbiegał tak po zdrowie, wbiegł też po fantastyczne wyniki z największymi rywalami. Choć miał jednego, którego nigdy nie pokonał. Ale o tym później.

Bytomski mistrz – 85 kg wagi, 180 cm wzrostu - pasował do swojej kategorii wagowej… nie do końca idealnie. Wagę trzeba było zbijać, niczym pięściarze przed swoimi walkami. Mimo tego Legień do koreańskiego Seulu jedzie i przekonuje o swoich ambicjach.

O starcie w Korei mówił tak:

„Półfinał jest najgorszy. Przegrasz, możesz skończyć na piątym, w najlepszym razie na trzecim miejscu. Wygrasz, już masz przynajmniej srebrny medal. Warajew (Baszir, reprezentant ZSRR – przyp. red.) niemal wyzionął ducha, ja zresztą też. Kilkadziesiąt sekund przed końcem do ostatnich ataków zmobilizował mnie Wiesiek Błach (kolega, trener), którego podpowiedzi zawsze znakomicie słyszałem, choćby nie wiadomo jaki zgiełk panował wokół. I jego podpowiedzi były zawsze najwyższej próby. Ale w samej końcówce byłem już tak zmęczony, że w pierwszej chwili nie dotarła do mnie nawet decyzja sędziów”.

W finale Legień pokonał Niemca Wieneke. Na szczęście nie musiał walczyć z Japończykiem Okadą, bo to właśnie judoka z kraju Kwitnącej Wiśni był koszmarem bytomskiego zawodnika. Nigdy nie udało mu się z nim wygrać, ale w obu turniejach olimpijskich na Japończyka nie trafił. Za to pokonywał tego, który z Okadą wygrywał – francuskiego zawodnika Tayota.

W rozmowie na łamach KierunekTokio.pl Legień o swoim słynnym rywalu mówi tak:

Biłem się z nim cztery razy, cztery razy przegrałem. Raz byłem bliski zwycięstwa, jednak w końcówce walki spadłem na plecy. Mówiono o takim „trójkącie bermudzkim” – ja, Okada i Tayot. Ja wygrywałem zawsze z Tayotem, Tayot wygrywał zawsze z Okadą, a ja przegrywałem z Okadą. Na igrzyskach w Barcelonie dużo nie brakowało a spotkałbym się z Okadą w półfinale. Wygrałem za to z Koreańczykiem. To kwestia dyspozycji i po czasie trudno wszystko dokładnie ocenić. Nie ma tu żadnej reguły. Czasem jednak ktoś się wydaje betonowym blokiem nie do ruszenia”

podkreśla Legień.

Cztery lata później w 1992 roku, już w Barcelonie, Legień nie bronił swego złota z koreańskich igrzysk. Nie bronił, bo walczył już w kategorii wagowej 86 kg. Zanim przystąpił do najważniejszego pojedynku był polskim chorążym i to właśnie on niósł polską flagę podczas uroczystości rozpoczęcia igrzysk.

Jak wspominał finał tamtej imprezy?

„Początek miałem fantastyczny. Udało mi się zaskoczyć Francuza Pascala Tayota i aż wykrzyknąłem z radości po tej akcji, co dotychczas nigdy mi się nie zdarzało”. 

Wygrana w Barcelonie sprawiła, że Legień trafił do Księgi Rekordów Guinessa jako trzeci człowiek na świecie, który zdobył po raz drugi złoty medal olimpijski w judo. To był wyjątkowy wyczyn Legienia, który wieńczył jego karierę. W Czarnych Bytom Legień trenował do 1994 roku. Potem rozpoczyna się jego francuski etap życia. Był trenerem i dyrektorem w Racing Club de France.

Legień żyje i pracuje we Francji, i choć na co dzień o Bytomiu i Polsce nie zapomina, to ze smutkiem trzeba powiedzieć, że nie udało się bytomskiego mistrza w polskim sporcie osadzić.

Bytom ma o kim pamiętać, Legień jest tego dobitnym przykładem. I dobrze, że to z tym wyjątkowym miastem sukcesy najlepszego polskiego judoki się kojarzą. Warto przypomnieć, że Legień został sportowcem roku w plebiscycie Przeglądu Sportowego za 1988 rok. Ilu judoków tego dostąpiło w kraju, w którym najpopularniejsza jest piłka nożna?

W 2016 roku Legień otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Bytomia. Został pierwszym bytomskim sportowcem, któremu nadano to specjalne wyróżnienie.

Największe sukcesy Waldemara Legienia

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE: 1988 - ZŁOTO (kat. 78 kg), 1992 - ZŁOTO (86 kg); MISTRZOSTWA ŚWIATA: 1987 - BRĄZ (78 kg) 1989 - BRĄZ (78 kg) 1991- BRĄZ (86 kg) MISTRZOSTWA EUROPY: 1985 - SREBRO (78 kg) 1986 - BRĄZ (78 kg) 1990 - ZŁOTO (86 kg)

1988 Seul: w. lekkośrednia 78 kg – w pierwszej kolejce wygrał z V. Husseinem (Egipt), w drugiej pokonał D. Garcię (Argentyna), w trzeciej zwyciężył K. Doberty (Kanada), w półfinale wygrał z B. Warajewem (ZSRR), w finale pokonał F. Wieneke (RFN) zdobywając złoty medal (pierwszy w historii polskiego judo – dokładnie 29 września 1988)*

1992 Barcelona: w. średnia 86 kg – w pierwszej kolejce wygrał z M. Odnorem (Kenia), w drugiej pokonał N. Filipowa (Bułgaria), w  trzeciej zwyciężył J. Yanga (Korea), w półfinale wygrał z N. Gillem (Kanada), w finale pokonał Pascala Tayota (Francja) zdobywając złoty medal (był także chorążym naszej ekipy podczas tych igrzysk)*

* Wyniki - zródło: olimpijski.pl


Komentarze