Katowice
Będzin
Bieruń
Bobrowniki
Bojszowy
Bytom
Chełm Śląski
Chorzów
Czeladź
Dąbrowa Górnicza
Gierałtowice
Gliwice
Imielin
Katowice
Knurów
Kobiór
Lędziny
Łaziska Górne
Mierzęcice
Mikołów
Mysłowice
Ożarowice
Piekary Śląskie
Pilchowice
Psary
Pyskowice
Radzionków
Ruda Śląska
Rudziniec
Siemianowice Śląskie
Siewierz
Sławków
Sosnowiec
Sośnicowice
Świerklaniec
Świętochłowice
Tarnowskie Góry
Tychy
Wojkowice
Wyry
Zabrze
Zbrosławice
0 °C
AAA

Ile osób pracuje w górnictwie? Sprawdzamy w bazie firm

Biznes i gospodarka
Sektor górniczy podlega ciągłym zmianom. ”Czarne złoto” ma już swoje najlepsze lata za sobą i wszystko wskazuje na to, że z biegiem czasu, Polska będzie odchodziła od wydobycia tego surowca. Oznacza to konieczność przebranżowienia dziesiątek tysięcy osób, które zawodowo związane są z górnictwem.

Branża węglowa nie jest już tak mocna, jak kiedyś

Na początku transformacji ustrojowej, w kraju funkcjonowały 63 kopalnie, które zatrudniały około 390 tysięcy pracowników. Tak rozwinięty sektor przemysłu zapewniał ogromne moce przerobowe, jednak nie pozwalał na zarządzanie zakładami w sposób ekonomiczny.

W nowych realiach ustrojowych wiele kopalni popadło w tarapaty finansowe i wciąż znajdowało się pod kreską. Pierwsze dziesięć lat Trzeciej Rzeczpospolitej dobitnie pokazało, że wolny rynek wymaga zmiany polityki w zarządzaniu zakładami o znaczeniu strategicznym dla państwa.

Dziś, z perspektywy czasu, można jedynie dywagować nad tym, czy pierwszy etap restrukturyzacji kopalń nie został zbyt mocno upolityczniony. Pozamykano wiele nowoczesnych zakładów, które miały dostęp do złóż węgla wysokiej jakości, a zostawiono te, których rentowność ekonomiczna stała pod sporym znakiem zapytania.

Tak czy inaczej, w ciągu kilku lat, segment usług górniczych zmienił się w Polsce bardzo mocno. Osoby, które utraciły pracę w likwidowanych kopalniach, dostawały odprawy, a często także i gwarancję pracy w innym sektorze rynku. Właśnie na skutek tych zmian, ilość wciąż pracujących w górnictwie, znacznie wyhamowała.

Trzy dekady zmian

Różne gabinety rządzące podchodziły do kwestii górnictwa w Polsce na wiele sposobów. Dziś ta branża zatrudnia około 83 tysiące osób, z czego 64 tysiące pracują pod ziemią. Z biegiem czasu licznym zmianom podlegał też model biznesowy oraz wynagrodzenie za wykonaną pracę.

Dzisiaj, gdy mówimy o górniku, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że często zdarza się, że nie jest to osoba zatrudniona pod kopalnią, a w firmie podwykonawczej. Zwykle oznacza to niższą pensję oraz brak wielu przywilejów, w tym trzynastej i czternastej wypłaty oraz licznych dodatków.

Warto odnotować, że mimo zbliżonej ilości osób zatrudnionych, od pewnego czasu spada wydajność wydobycia. Dzisiaj kopalnie, które fedrują węgiel z naszych złóż, generują tylko 65 tysięcy ton. Kilka lat temu ten wynik był większy nawet o 20 tysięcy ton.

Pokazuje to dość dobitnie, że zmiany w branży górniczej cały czas zmierzają ku ograniczeniu jego roli w przemyśle. Gdyby spojrzeć na największą bazę firm w Polsce - ALEO.com- to można zauważyć, że działalności, które pośrednio dotykają tego segmentu rynku, także mają coraz mniejszy udział w rynku. Wynika to z dość prostej zależności ekonomicznej.

Kopalnia żywi nie tylko górników, ale i całą okolicę?

Narzucona przez Unię Europejską neutralność klimatyczna, jaką Europa ma osiągnąć do 2050 roku, niesie ze sobą wiele zagrożeń dla miast, gdzie przemysł górniczy wciąż jest mocno zakorzeniony w strukturę społeczno-ekonomiczną.

Trudno oszacować dokładnie, jednak można pokusić się o stwierdzenie, że jedno stanowisko na kopalni może pośrednio przyczynić się do stworzenia dwóch-trzech kolejnych w bliskim otoczeniu zakładu. Przeważnie są to punkty gastronomiczno-usługowe, jednak pozwalają one funkcjonować wielu lokalnym firmom. To z kolei sprawia, że bezrobocie spada.

Rządowe plany wygaszenia górnictwa skupionego w Polskiej Grupie Górniczej do 2049 roku stanowią zagrożenie zwłaszcza dla tych lokalnych przedsiębiorców. Pracownicy kopalni mają wstępnie zapewnioną emeryturę. Porozumienie, jakie osiągnięto z rządem, mówi o tym, że zatrudnieni uzyskają przywileje emerytalne. Nie pada jednak ani słowo o osobach z „otoczenia kopalń”, które z formalnego punktu widzenia jednocześnie są i nie są częścią zakładu.

Patrząc na rynek górnictwa kamiennego w taki sposób, można pokusić się o stwierdzenie, że łączna ilość osób, które przy likwidacji zakładu utracą swoje główne źródło dochodu, może zbliżać się nawet do 600 tysięcy osób. Poza lokalnymi punktami handlowo-usługowymi, trzeba pamiętać jeszcze o podwykonawcach i firmach, które naprawiają i dostarczają do kopalni ciężki sprzęt, ale i odzież ochronną, metanomierze czy na przykład kaski. Lista jest bardzo długa.

Trzy dekady na zmiany to dużo i mało jednocześnie

Sytuacja górników jest jednoznaczna. Jeśli Unia Europejska zaakceptuje osiągnięte przez polski rząd i związkowców porozumienie, muszą oni jedynie „wytrwać” w pracy do osiągnięcia wieku emerytalnego. Nieco bardziej złożona jest sytuacja firm, które żyją z górnictwa.

Dostały one jednocześnie dużo i mało czasu na dopasowanie się do nowych reguł. Dotychczasowe wygaszanie kopalń, na przykład KWK „Anna” w Pszowie, pokazało dość dobitnie, że trudno jest utrzymać firmy na rynku, gdy zakład zakończy fedrowanie węgla.

Możemy jedynie domniemywać, że drobni handlowcy albo znajdą dla swoich działalności nowe, bardziej atrakcyjne lokalizacje, albo będą likwidować działalności. W ich przypadku niezwykle trudno o wybór innego rozwiązania. Przebranżowienie się - owszem - wchodzi w grę, jednak nie należy spodziewać się, aby wiele mikro przedsiębiorstw poszło tą drogą.

W lepszej sytuacji są firmy dostarczające konkretne, wyspecjalizowane produkty dla kopalń. Trzy dekady wygaszania górnictwa w Polsce dają im dużo czasu na poszukiwanie nowych partnerów biznesowych. Zielona energia będzie potrzebowała dużych mocy przerobowych, a więc ta ścieżka rozwoju wydaje się naturalnym etapem ewolucji tych zakładów.

Rok 2050, w którym Unia Europejska chce osiągnąć neutralność klimatyczną, mimo że oficjalnie dotyczy tylko 83 tysięcy osób, to z formalnego punktu widzenia, zagraża o wiele większej ilości osób. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zmarnują one czasu i w porę rozpoczną szukanie dla siebie nowego źródła dochodów.


Komentarze